Dlaczego politycy i media eskalują napięcie między nami? Za cenę oglądalności, słuchalności, zysku ekonomicznego i politycznego są gotowi poświęcić naturalne, dobre relacje między Polakami i Rosjanami. Trwa jakiś wirtualny, nikomu niepotrzebny wyścig zbrojeń. Nieustanne podtrzymywanie i podsycanie złych emocji. Z przestrzeni społecznej znika refleksja, rozmowa. Tracimy umiejętność słuchania. W rezultacie debata publiczna zamienia się w niekończący się polityczny show. Coraz bardziej bezmyślny i jałowy, służący utrzymaniu napięcia i konfliktu.

REKLAMA
W Woroneżu, prowincjonalnym ponadmilionowym mieście w Rosji, oddalonym o pięćset kilometrów od Moskwy, odbyła się druga edycja Międzynarodowego Festiwalu Płatonowowskiego. Brali w nim udział artyści z Litwy, Polski, Szwajcarii, Japonii, Chin, Francji, Włoch, Słowenii, Armenii i Niemiec. Zostaliśmy zaproszeni z Utworem o Matce i Ojczyźnie, przedstawieniem w reżyserii Jana Klaty. Spektakl przyjęto znakomicie, podobnie jak w Lublanie, Kaliszu, Łodzi, Rijece, Krakowie, Gdańsku czy Warszawie. A przed nami kolejne wyjazdy do Pilzna, Bazylei i Berlina.
Rosyjska publiczność podczas spotkania po przedstawieniu, ale także i krytyka z uznaniem wyrażały się o klasie aktorskiej zespołu Teatru Polskiego we Wrocławiu, podkreślając oryginalną i zaskakującą formę naszego spektaklu. Kiedy powstaje ważne przedstawienie, świat na chwilę staje się lepszy, pełniejszy. Na pewno bardziej zrozumiały i przewidywalny. Na tym polega siła sztuki.
Rozmawialiśmy w klubie festiwalowym z krytykami z Rosji, którzy licznie stawili się w Woroneżu, o relacjach polsko-rosyjskich. Byli pod wrażeniem polskiego teatru. Zrewanżowaliśmy się uznaniem dla rosyjskiej drużyny piłkarskiej. W końcu trwało Euro 2012. Ale nazwiska Lupy, Warlikowskiego, Jarzyny, Klaty, Kleczewskiej, Strzępki były ważniejsze od wspaniałego zwycięstwa nad Czechami. Futbol to dla nich dodatek do rzeczywistości. Inaczej niż u nas, gdzie piłka nożna wykosiła wszystko.
Próbowaliśmy zrozumieć, dlaczego politycy i media eskalują napięcie między nami. Za cenę oglądalności, słuchalności, zysku ekonomicznego i politycznego są gotowi poświęcić naturalne, dobre relacje między Polakami i Rosjanami. Trwa jakiś wirtualny, nikomu niepotrzebny wyścig zbrojeń. Nieustanne podtrzymywanie i podsycanie złych emocji.
Mecz Polska-Rosja oglądaliśmy wspólnie z Rosjanami w gigantycznym klubie w Woroneżu. Kilkaset osób. Po stracie bramki zasmuceni gratulowaliśmy strzelonego gola; zrewanżowali nam się podobnym gestem, kiedy Błaszczykowski pięknym strzałem pokonał bramkarza Rosji. Byli, tak jak my, zaskoczeni świetną grą Polaków. Piłka nożna jest nieprzewidywalna, dzieli i łączy ludzi. Łatwo nią manipulować, podobnie jak opinią publiczną. Przekaz musi być czarno-biały, więc te nieciekawe, normalne, zwykłe relacje nie mają żadnej medialnej ani politycznej wartości, dlatego telewizja tego nie pokazuje.
Doszliśmy do wniosku, że z przestrzeni społecznej znika refleksja, rozmowa. Tracimy umiejętność słuchania. W rezultacie debata publiczna zamienia się w niekończący się polityczny show. Coraz bardziej bezmyślny i jałowy, służący utrzymaniu napięcia i konfliktu. Te same wściekłe twarze, powtarzające się zaklęcia, brak wyobraźni i poczucia humoru doprowadziły do zminimalizowania roli dialogu. Fundamentalnego pojęcia budującego demokratyczny ład. Dialog to praktyka, a nie niekończąca się, nieodpowiedzialna logorea.
Nasza publiczność niczego nie wie o polsko-rosyjskiej współpracy w dziedzinie kultury. Dajmy jej szansę. Poinformujmy o festiwalach w Woroneżu, Moskwie i wielu innych wspólnych działaniach artystycznych, a także kwitnącej współpracy biznesowej. Przemilczanie, nieinformowanie, zaniechanie to także informacja. Nie szykujemy się do ustawki z Rosjanami. Krytyka w Rosji nie może się uwolnić od wrażenia, jaki wywarł na niej polski teatr prezentowany podczas ostatniego festiwalu Złota Maska w Moskwie. Zastanawiamy się wspólnie, jak uwolnić wielostronne relacje z Rosjanami od stereotypu narzucanego przez media i politykę.