
W sieci rozlegają się zachwyty nad Tomaszem Terlikowskim. I to nie ze strony zatwardziałych katolików, którzy zwykle przyklaskują publicyście. Tym razem chwali go tzw. mainstream. Czym sobie zasłużył? Właściwie tym, że napisał coś oczywistego – potępił podszyte rasizmem ataki na prowadzone przez cudzoziemców lokale z kebabem i zadeklarował, że w geście solidarności dzisiaj sam zje wywodzące się z Bliskiego Wschodu danie.
"Wow, wreszcie tekst Terlika, z którym można się zgodzić" – to najczęstszy komentarz towarzyszący szerowaniu do tego linku. Chodzi o tekst opublikowany przez Tomasza Terlikowskiego, komentujący bojkot kebabów. Wzywają do tego faszyzujący narodowcy, jako odwet za tragiczną śmierć Polaka w Ełku.
Terlikowski przekonuje, że nie można demolować cudzej własności, a prowadzący budki z kebabami Arabowie czy Hindusi zwykle ciężko pracują, a nie wyciągają rękę po pomoc państwa. Do tego często po jakimś czasie integrują się ze społeczeństwem, a nawet uczą się polskiego. Przypomina też, że przez wieku Polska była państwem wielokulturowym, a wyjałowiła ją etnicznie dopiero polityka Stalina.
Czyli krótko mówiąc, same oczywistości i fakty, których napisanie nie jest aktem heroizmu. A to, że jest za taki postrzegane, sporo mówi o kondycji naszego społeczeństwa i debaty publicznej. Warto też zwrócić uwagę na pobudki Terlikowskiego: w pierwszej kolejności naczelny Telewizji Republika pisze, że bojkot kebabów pomaga lewactwu, bo ułatwia przedstawienie Polaków jako rasistów.
Tomasz Terlikowski
publicysta
Terlikowski ma rację, nie dość, że to, co napisał, to oczywista oczywistość, to jeszcze zrobił to głównie po to, by dogryźć lewactwu. Trochę słaba motywacja.
źródło: MałyDziennik.pl
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
