Były już wiceminister zdrowia Piotr Warczyński szczerze wyznał, że nie satysfakcjonowała go rządowa pensja w wysokości 7 tys. zł.
Były już wiceminister zdrowia Piotr Warczyński szczerze wyznał, że nie satysfakcjonowała go rządowa pensja w wysokości 7 tys. zł. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Należy zacząć inaczej myśleć o sprawowaniu władzy. Należy powrócić do myślenia, że sprawowanie władzy to służba – mówiła w ostatniej kampanii wyborczej Beata Szydło. Podobne opinie nie raz padały też z usta Andrzeja Dudy i samego Jarosława Kaczyńskiego. Czy tak samo myślą jednak inni ludzie tworzący elity władzy? Można w to zwątpić po wyjątkowo szczerym wywiadzie byłego już wiceministra zdrowia, w którym ujawnia on powody odejścia z rządu.

REKLAMA
Niedawna dymisja aż dwóch podsekretarzy stanu w Ministerstwa Zdrowia odbiła się szerokim echem. Spekulowano o różnych powodach ich odejścia z resortu. Teraz jeden z nich rozwiewa wszelkie wątpliwości co do swojej dymisji w wywiadzie udzielonym branżowemu magazynowi "Menedżer zdrowia". Piotr Warczyński z pełną szczerością odpowiada, że z czasem rozczarowała go ministerialna pensja.
Piotr Warczyński
dla magazynu "Menadżer zdrowia"

Byłem wiceministrem, który dostawał co miesiąc wynagrodzenie nieprzekraczające 7 tys. zł. Dla osoby, która ukończyła trudne studia, uzyskała stopień naukowy, ma na swoim koncie pięć dodatkowych fakultetów i wieloletnie doświadczenie zawodowe, zarobki w tej wysokości nie są satysfakcjonujące Czytaj więcej

Piotr Warczyński dodaje co prawda, że borykał się też z "rozterkami merytorycznymi i politycznymi", ale wskazuje, iż to kwestie finansowe przesądziły o złożeniu dymisji. Były wiceminister zdrowia szczerze wyznaje, że przez okres wynagradzanej 7 tys. zł pracy w ministerstwie "wydał wszystkie swoje oszczędności". – I zorientowałem się, że za jakiś czas nie będę w stanie spłacać rat kredytu wziętego na codzienne życie – stwierdza.
Co ciekawe, o tym, że rządowa posada nie gwarantuje naprawdę wielkich pieniędzy Piotr Warczyński zorientował się dopiero po wielu latach przygody z taką ścieżką kariery. Do rządu Prawa i Sprawiedliwości trafił bowiem wprost z ekipy poprzedników "dobrej zmiany". Z Ministerstwem Zdrowia był związany zawodowo od 2000 roku. We wspomnianym wywiadzie narzeka on więc nie tylko na rzekomo kiepską ministerialną pensję, ale i utyskuje na fakt, iż osoby pełniącym funkcje publiczne od lat ogranicza zakaz dorabiania poprzez powadzenie działalności gospodarczej.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl