
Trudno jest odnieść wielki sukces, kiedy robi się dokładnie to, co wszyscy. A tendencja jest taka, że po dobrą pracę jedzie się najczęściej do Warszawy. Te marzenia w praktyce oznaczają tysiące wysłanych CV i przebijanie się przez rekruterów oraz konkurencję. Tymczasem prawdziwy rozwój może zacząć się na rogatkach Warszawy, bo firmy z mniejszych miast przyjmą pracowników z warszawskim doświadczeniem z otwartymi ramionami.
Telefon zadzwonił już następnego dnia. Zaproszono go na rozmowę kwalifikacyjną i wszystko poszło po jego myśli. – Pracodawca nie dziwił się, że porzucam Warszawę, natomiast współpracownicy byli mocno zaciekawieni moją decyzją. Nawet szczecińska policja, która mnie kiedyś wylegitymowała dopytywała, co ja tu robię. W końcu to ludzie ze Szczecina wyjeżdżają do Warszawy za pracą – mówi pracownik firmy zajmującej się e-commercem.
W Warszawie swoje siedziby mają wielkie firmy i światowe korporacje. – Specyfika i standardy ich pracy są cenne dla innych pracodawców w pozostałych częściach kraju – mówi Wioletta Żukowska-Czaplicka. Jej zdaniem, Warszawa daje duże możliwości przy szukaniu pierwszej pracy. Natomiast może się okazać, że w danej branży w stolicy zrobiło się wszystko. Wtedy warto poszukać miejsca pracy gdzie indziej i poszerzyć perspektywę – mówi ekspertka.
Dodatkową zaletą rekrutacji pracownika z warszawskiej korporacji jest dobrze zaplanowany i przemyślany proces pozyskania nowej osoby. Owi pracownicy są postrzegani jako spory koszt dla przyszłego pracodawcy, zatem proces rekrutacji takiej osoby jest odpowiednio dobrze przemyślany i zaplanowany gdzie obie strony nim podejmą decyzję sprawdzają wszystkie za i przeciw, robiąc rachunek zysku i strat, a wnikliwy obserwator zauważy rzecz, która jest kluczem do sukcesu, a mianowicie dobrze przemyślana decyzja obu stron.
Wyjazd z Warszawy do innego miasta za pracą ma też drugie oblicze, bo nie wszyscy potrafią odnaleźć się w spokojniejszym świecie. Pokazuje to historia Kasi, którą warszawska agencja reklamowa wysłała do nowo otwartej filii w Krakowie. Po pół roku miała dość i wróciła do stolicy.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
