
Nie tylko w Polsce co chwila wraca pytanie o to, jaką pozycję powinien mieć partner głowy państwa. Czy Pierwsza Dama może wpływać na politykę? Jak traktować powinna ją administracja? Czy należy się jej państwowa pensja? Łatwy sposób na rozwianie wszystkich tego typu wątpliwości znaleźli właśnie w Azerbejdżanie...
REKLAMA
Wybory już niepotrzebne...
Pod koniec września ubiegłego roku Azerbejdżanie zagłosowali w referendum w sprawie nowelizacji konstytucji, która zakładała m.in. utworzenie funkcji pierwszego wiceprezydenta i wiceprezydentów. Pytania stawiane obywatelom przez ekipę rządzącego nieprzerwanie od 2003 roku prezydenta Ilhama Alijewa były raczej retoryczne, więc aż 91 proc. obywateli odpowiedziało na nie twierdząco. A przynajmniej tak twierdzą, azerbejdżańskie organy wyborcze...
Pod koniec września ubiegłego roku Azerbejdżanie zagłosowali w referendum w sprawie nowelizacji konstytucji, która zakładała m.in. utworzenie funkcji pierwszego wiceprezydenta i wiceprezydentów. Pytania stawiane obywatelom przez ekipę rządzącego nieprzerwanie od 2003 roku prezydenta Ilhama Alijewa były raczej retoryczne, więc aż 91 proc. obywateli odpowiedziało na nie twierdząco. A przynajmniej tak twierdzą, azerbejdżańskie organy wyborcze...
Teraz prezydent Alijew wziął się więc za wyznaczenie swoich zastępców i następcy. Bo funkcja pierwszego wiceprezydenta pozwala teraz na automatyczne przejęcie władzy w przypadku dymisji lub śmierci aktualnej głowy państwa. Nie chodzi tu o funkcję przejściową! Ta konstrukcja prawna zakłada rezygnację z konieczności przeprowadzenia wyborów prezydenckich i de facto wprowadza dziedziczność.
Ilham Alijew musiał na pierwszego wiceprezydenta wyznaczyć kogoś, komu naprawdę ufa. Najbardziej predestynowaną do tej funkcji osobą okazała się więc jego małżonka Mehriban Alijew. W ten sposób azerbejdżański przywódca rozwiązał nie tylko problem z kłopotliwą pozycją Pierwszej Damy, ale i zadbał, by fotel prezydencki szybko nie został odebrany jego rodzinie.
Zamordyzm rodzinny
Przywódca azerbejdżańskiego reżimu poszedł zresztą w ślady swojego ojca. W latach 1993-2003 krajem rządził bowiem Hejdar Alijew, który na kilka miesięcy przed śmiercią namaścił syna na następcę. By wprowadzić Ilhama na szczyty władzy musiał mu jednak wcześniej dać tekę premiera i "pomóc" w wyborach, których uczciwość była kwestionowana przez wiele instytucji międzynarodowych.
Przywódca azerbejdżańskiego reżimu poszedł zresztą w ślady swojego ojca. W latach 1993-2003 krajem rządził bowiem Hejdar Alijew, który na kilka miesięcy przed śmiercią namaścił syna na następcę. By wprowadzić Ilhama na szczyty władzy musiał mu jednak wcześniej dać tekę premiera i "pomóc" w wyborach, których uczciwość była kwestionowana przez wiele instytucji międzynarodowych.
Teraz już żadnych takich oskarżeń pod adresem panującej w Azerbejdżanie rodziny nie będzie, bo i prawdopodobnie szybko nie doczekamy się tam wyborów prezydenckich. Można się spodziewać, że gdy Ilham Alijew umrze lub ustąpi na rzecz żony, ta pierwszym wiceprezydentem i następcą uczyni jedno z ich trójki dorosłych już dzieci...
Co ciekawe, pomimo tak ewidentnego braku poszanowania Alijewów dla demokracji i praworządności, obecny prezydent Azerbejdżanu może poszczycić się... Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. W lutym 2008 roku te rzekome zasługi dostrzegł ówczesny prezydent Lech Kaczyński. Odmiennie od Polski na sytuację w Azerbejdżanie od lat patrzy jednak społeczność międzynarodowa, która reżim Alijewów krytykowała m.in. za represje wobec demokratycznej opozycji.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
źródło: "Time"
