
Pierwszy szyty na miarę garnitur to znak, że ci się udało. Sukces skrojony ze szlachetnej wełny. Wizytówka pozycji, profesjonalizmu i więcej niż wystarczającej liczby zer na koncie. A pierwsza szyta na miarę sukienka? Zdaniem niektórych: ślubna, i to jeśli masz szczęście, bo polskie wyobrażenie o kobiecym stroju biznesowym wciąż kreują sieciówki, a zindywidualizowanych, wzorców ubioru, niosących jasny przekaz na miarę “power pantsuit” Hillary Clinton, nie widać.
Jeszcze cztery miesiące temu najwięksi projektanci garniturów, zarówno męskich, jak i damskich, zacierali ręce. Ci pierwsi – w nadziei, że to właśnie im przyjdzie ubierać przyszłego FHOTUS-a (First Husband of United States), a ci drudzy – że przygotowana przez nich paleta kolorystyczna garsonek przyciągnie uwagę nowej prezydentowej Hillary Clinton. Amerykanie postanowili jednak spłatać światu mało zabawnego figla i na najwyższy stołek w państwie wsadzili człowieka w tupeciku koloru jajecznicy, który nie przejmuje się niczyim zdaniem i “okropni, okropni” styliści nie są tu wyjątkiem. Mało więc prawdopodobne, aby którekolwiek z jego “looków” przeszły do historii w pozytywnym tego słowa znaczeniu – w przeciwieństwie do jego byłej rywalki.
Garsonka totalna a’la Clinton z pewnością nie jest dla każdego. Na światowych scenach politycznych i biznesowych nie brakuje jednak kobiet, które nie boją się przełamywać ogólnie przyjętych schematów dress code’u. Brytyjska premier, Theresa May, “szokuje” butami, a przewodnicząca Światowego Funduszu Walutowego – Christine Lagarde – apaszkami w kolorach, które obok zachowawczych nawet nie leżały. Brukowce opinię na temat tego, czy takie dodatki przystoją kobietom “na stanowiskach” wydają jednoznaczną. Eksperci od wizerunku widzą jednak w tym “szaleństwie” metodę.
Możemy mieć znak rozpoznawczy, jak na przykład czerwone usta Jadwigi Staniszkis czy barwne garsonki i garnitury Hillary Clinton. Podkreślajmy swój gust i upodobania ale w granicach zdrowego rozsądku. Świetnym przykładem jest Monika Olejnik. Kocha modę i ekstrwagancję. Nawet prowadząc wywiady z ważnymi politykami do grzecznych kostiumów "przemyca" ciekawe buty albo dużą, przeskalowaną biżuterię.
– Odpowiedni ubiór do pracy to kwestia dobrego wychowania – tak jak mówimy dzień dobry, dziękuję i proszę. Strój mówi o szacunku do miejsca i ludzi. Oczywiście, inny dress code będzie obowiązywał w biurze marki modowej, inny w kancelarii prawniczej, ale raczej klasyka cię nie zgubi nigdy – przekonuje Antonina Samecka, założycielka marki RISK.
Nie kastrujmy się z kobiecości - ona wcale nie wyklucza profesjonalizmu. W stroju biznesowym powinnyśmy się czuć dobrze. Jeśli podczas spotkania, zamiast o tym, co mamy mówić, myślimy o tym, jak jesteśmy ubrane, to znaczy, że jesteśmy ubrane źle.
