Krystyna Janda proponuje, by  "posprzątanie po katastrofie" powierzyć ekipie rządzącej złożonej z kobiet.
Krystyna Janda proponuje, by "posprzątanie po katastrofie" powierzyć ekipie rządzącej złożonej z kobiet. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Reklama.
"Jestem fanką wszystkich wymienionych Pań, dobrałabym do tego znakomitego towarzystwa kilkanaście Pań z innych ugrupowań politycznych i stworzyła front i rząd mający za zadanie posprzątanie po katastrofie. Ponad partiami, podziałami, uprzedzeniami. Kobiecy Trzeźwo-rozsądkowy Komitet Ocalenia Narodowego" – proponuje Krystyna Janda. To jej komentarz do jednego z niedawnych artykułów naTemat, w którym Katarzyna Zuchowicz opisywała pozycję kobiet na polskiej scenie politycznej.
Panie, których "fanką" okazuje się Krystyna Janda to oczywiście posłanki Nowoczesnej, które były głównymi bohaterkami naszego materiału. Jak podkreślaliśmy, Gasiuk-Pihowicz, Lubnauer, Scheuring-Wielgus, Schmidt to głośne nazwiska, które są obecne w Sejmie dopiero od półtora roku, a jakże go przez ten czas zdominowały. Są bardziej wyraziste niż lider ich partii Ryszard Petru i można założyć, że bez nich raczej by go dziś już nie było.
Czy stając ramię w ramię z koleżankami z innych partii i wpływowymi kobietami ze świata prawa i nauki mogłyby mieć realne szanse na przejęcie władzy? Zdaje się, że polscy wyborcy ofertą formacji, w której najważniejsza jest płeć nie są jednak zainteresowani. Czego dowód stanowi historia założonej 10 lat temu Partii Kobiet.
Przez wszystkie te lata formacja uzyskała nie odniosła żadnego sukcesu. Zanotowała poparcie 0,28 proc. w wyborach parlamentarnych w 2007 roku. W wyborach samorządowych w 2010 roku zdobyła jeden mandat w radzie warszawskiej dzielnicy Mokotów. W kolejnych wyborach parlamentarnych przy współpracy z SLD kandydatki PK zdobyły łącznie 0,082 proc. głosów w skali kraju. Nie lepiej było w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku, gdzie na startujące z list Partii Zieloni przedstawicielki Partii Kobiet oddano łącznie 0,036 proc. głosów. Wszystkie kolejne wybory kończyły się równie kiepskimi wynikami.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl