
Zakładając, że jesteś przeciętnym czytelnikiem naszego portalu, lawirujesz gdzieś w dolnych rejestrach 30-stki. Poza momentami, kiedy nastoletni sąsiad zamiast „cześć” powie ci „dzień dobry”, a kolega z pracy przyzna się, że nie wie, do czego służy walkman – czujesz się młodo. Nie oznacza to, że nie zastanawiasz się, ile taki stan jeszcze potrwa. Jak długo można łudzić się, że przy kupnie wina ekspedientka poprosi cię o dowód? Gdzie jest granica młodości oraz – co ważniejsze – jak długo i jak daleko można ją przesuwać?
Wbrew pozorom są osoby, które tajemnicę młodości rozwikłały. Czworo z nich – psycholog dr Ewa Woydyłło, aktorka Grażyna Wolszczak, były kolarz i organizator Tour de Pologne Czesław Lang oraz socjolog dr Tomasz Sobierajski – pojawiło się na spotkaniu z cyklu Deutsche Bank Nauki Mistrzów. I zaskakująco chętnie dzieliło się swoją wiedzą.

Młodość to stan umysłu – Pytanie o granice „młodości” to właściwie pytanie o to, na ile czujemy się młodzi – tłumaczył dr Tomasz Sobierajski. – Z badań prowadzonych 20 lat temu wynikało, że człowiek „młody” to osoba maksymalnie do 35. roku życia. Dzisiaj ta granica trochę się przesunęła, bo za „młodego” uważa się nawet 38-latek – przekonywał socjolog.
Co ciekawe, w naszym osobistym mniemaniu na ogół czujemy się o 10 lat młodsi, niż wskazywałaby na to metryka. Powody ku pozytywnemu myśleniu, zdaniem dr Sobierajskiego, zdecydowanie mamy. Na łamach magazynu naukowego „Lancet” opublikowano bowiem prognozy, zgodnie z którymi dzisiejsi 40-latkowie z krajów wysoko rozwiniętych dożyją średnio już nie 80, a 100 lat.

Średnie wyliczane według naukowych algorytmów to jedno, sam fakt dotrwania do sędziwego wieku – drugie, a to, czy w jesieni życia będziemy umieli wykrzesać z siebie porównywalny z nastoletnim entuzjazm – trzecie i teoretycznie najtrudniejsze. Dr Ewa Wojdyłło utrzymuje jednak, że kluczem do sukcesu jest siła przekonywania. Wystarczy „wmówić” sobie, że młodość to kwestia umowna.
– Z młodości możemy zachować wszystko. Nadal możemy być piękni – ale inaczej. Możemy mieć ładną figurę, ale inną. Zachować zainteresowanie światem, ale inaczej. Jakość życia można pielęgnować niezależnie od metryki. Ja, mając 70 lat, życiem cieszę się z przyjemnością – stwierdziła dr Woydyłło.
Ewa Woydyłło
Co jednak zrobić, jeśli dowodów specjalnie nie musimy szukać, bo same materializują się codziennie przed lustrem w postaci kolejnych zmarszczek i kępek siwizny? Grażyna Wolszczak radzi je… ignorować.

– Nieźle się trzymam, jak na swoje lata, to prawda – stwierdziła ze śmiechem, dodając, że jej recepta na nieprzemijające piękno jest prosta: – Cała tajemnica to pozytywny stosunek do świata i samej siebie. Wiele dolegliwości ma podłoże psychosomatyczne, więc dbanie o dobre samopoczucie to klucz do zachowania młodości. Mniej zmartwień to mniej zmarszczek, a więcej siły życiowej – podsumowała.
Szkoła życia – kolejnego Z punktu widzenia sportowca granica „młodości” również jest ruchoma. – W czasach kiedy startowałem, najlepsze wyniki osiągali sportowcy mniej więcej 24-letni. Dzisiaj czempioni mają zwykle około 30 lat, a z rowerów schodzą bardzo blisko 40. urodzin. Zdarzają się nawet ewenementy na miarę 46-letniego Davide Rebellina, który nadal ściga się w zawodowej grupie – przekonywał Czesław Lang, który sam rower na kołek odwiesił jako 36-latek, jednak powiedzenie, że przeszedł wtedy na „sportową emeryturę” byłoby w jego przypadku nieporozumieniem.
Czesław Lang
„Nowe życie” rozpoczęła również dr Woydyłło, nie tyle jednak z konieczności, co z nudów. – Miałam 40 lat, mieszkałam z mężem za granicą. Dosłownie „wariowałam”, siedząc w domu i realizując się jako tzw. housewife. Zagroziłam nawet, że jeśli nie znajdę jakiegoś zajęcia, to rzucam rodzinę i wracam do Polski – wspominała ze śmiechem psycholog.
Ewa Woydyłło
Właśnie ta ostatnia aktywność – nieustanna chęć zdobywania wiedzy – to zdaniem dr Woydyłło podstawowy wyznacznik młodości: – Kiedy stwierdzimy, że wiemy już wystarczająco dużo, wtedy zaczyna się starość – przekonuje.

Rozumując w ten sposób, „młodość” możemy przeciągać praktycznie w nieskończoność, co zdaniem dr Sobierajskiego jest luksusem, jaki funduje nam współczesna rzeczywistość: – Jeszcze parędziesiąt lat temu „młodość” właściwie nie istniała. W wieku 18 lat kończyło się szkołę, szło do pracy i zakładało rodzinę, zaczynała się dojrzałość. Na młodość nie było zwyczajnie czasu – przekonuje socjolog, dodając, że panujący dzisiaj „kult młodości” nie musi być w związku z tym pojęciem nacechowanym negatywnie – to nasz przywilej.
Jesteś tym, czego nie jesz Pozytywne nastawienie do siebie i nieustanny rozwój osobisty to ważne składowe eliksiru młodości. Jeśli jednak w przerwach pomiędzy kolejnymi ćwiczeniami intelektualnymi z uśmiechem na ustach będziemy popijać colą tony czipsów, raczej nie mamy co liczyć na długowieczność.

Grażyna Wolszczak, oprócz przestrzegania zbilansowanej diety na co dzień, od czasu do czasu stosuje głodówki. – Pomagają stymulować organizm, wytrącają go z utartych schematów, są swego rodzaju pobudzającym bodźcem. Oczywiście, odżywiając się „śmieciowym jedzeniem” na co dzień, nie ma co liczyć, że głodówka raz na jakiś czas załatwi sprawę. Zdrowy rozsądek to w kwestiach żywieniowych podstawa – przekonuje.

Z kolei Czesław Lang przyznaje, że jako zawodnik, paradoksalnie, nie przywiązywał do żywienia takiej wagi jak obecnie. – Przed najbardziej wyczerpującym wyścigiem potrafiliśmy zjeść bigos czy golonkę. Na zgrupowaniach pochłanialiśmy kluski, sery, mięsa – co się komu podobało. Pamiętam, że podczas igrzysk w Moskwie w wiosce olimpijskiej mogliśmy próbować praktycznie wszystkich kuchni świata. Mnie szczególnie do gustu przypadł boczek. No i na tym boczku wygrałem srebrny medal – wspominał Lang, który dzisiaj jest weganinem.
Czesław Lang
Jeśli ktokolwiek jeszcze wątpi w zbawienną moc odżywiania, w przekonaniu, że fontanny młodości należy szukać w kuchni, niech utwierdzi go konkluzja, jaką na koniec spotkania wygłosiła dr Woydyłło: – Życie można porównać do restauracji. Na początku siadamy przy stoliku, przychodzi do nas kelner i podaje menu. Możemy wybierać, co nam się podoba: to, co dla nas dobre, i to, co nam niekoniecznie służy. Trzeba tylko pamiętać, że ten sam kelner na koniec wystawi nam rachunek.
Za zaproszenie na pierwsze spotkanie z cyklu Nauki Mistrzów dziękujemy Deutsche Bank.
