Małgorzata Piekarska
Małgorzata Piekarska Fot. zdjęcie pochodzi z bloga "W świecie absurdów"

"Ponieważ partię, która dała Panu władzę nad TVP, trzeba kochać, a nie jedynie tolerować, co zwykłam odczuwać w stosunku do wszystkich partii politycznych, stąd m.in. decyzja o moim odejściu z TVP" – stwierdza Małgorzata Piekarska, dziennikarka, która nie wytrzymała i po 20 latach opuściła szeregi telewizji publicznej. W długim liście do prezesa TVP Jacka Kurskiego wytyka, że programy informacyjne stały się tubą propagandową władzy, a wielu niedawno zatrudnionych dziennikarzy ma duże braki warsztatowe.

REKLAMA
Małgorzata Piekarska napisała oficjalny list do prezesa TVP Jacka Kurskiego, w którym tłumaczy, dlaczego po przeszło 20 latach rezygnuje z pracy. "Tylko ja wiem, ile nieprzespanych nocy kosztowało mnie podjęcie tej decyzji" – czytamy w dokumencie, który zamieściła na swoim blogu. Dalej Piekarska pisze, że na korytarzach TVP się właściwie wychowała i wspomina nieżyjącego już ojca Macieja Piekarskiego, który także związany był z telewizją publiczną (jego imieniem nazwano Studio D. na pl. Powstańców). Dziennikarka zaznacza, że jej rozumienie terminu "telewizja publiczna" jest inne, niż prezesa Jacka Kurskiego.

Myślę, że inaczej rozumiemy termin "telewizja publiczna". Dla mnie oznacza on (termin telewizja publiczna– red.) telewizję dla wszystkich. Misją zaś telewizji publicznej powinna być edukacja, rozrywka i przedstawianie poglądów różnych ludzi, a także wszystkich opcji politycznych. Dla Pana – a sądzę tak, śledząc anteny – telewizja publiczna jest telewizją dla odbiorcy o jedynych słusznych poglądach. Uważam się za państwowca, czyli zawsze przyjmuję do wiadomości wyniki demokratycznych wyborów – zarówno prezydenckich, parlamentarnych, jak i samorządowych. Podczas ostatnich czterech tur różnych wyborów zasiadałam w komisjach wyborczych.

Piekarska wymienia programy, które tworzyła i współtworzyła przez przeszło 20 lat (m.in. "Telewizyjny Kurier Warszawski", "Dżingiel", "Detektyw warszawski, czyli na tropie miejskich tajemnic")."Jednak przez te wszystkie lata to właśnie 'Telewizyjnemu Kurierowi Warszawskiemu' pozostałam wierna, choć tu zarabiało się i nadal zarabia najmniejsze pieniądze w TVP w Warszawie. Bywa, że za jeden news dostaje się 1/5 a nawet 1/10 stawki, jaką otrzymują reporterzy np. 'Wiadomości', choć do jego przygotowania potrzebna jest taka sama praca i wiedza, a czasem nawet większa"– pisze. Dalej podkreśla, że pieniądze nigdy nie były dla niej najważniejsze, dlatego właśnie nie zdecydowała się, by przyjąć bardziej intratne propozycje. Wytyka, że przez czas pracy w TVP "nigdy nie miała etatu".
logo
List do prezesa TVP Jacka Kurskiego Małgorzata Piekarska opublikowała na swoim blogu, rozesłała do dziennikarzy i instytucji, z którymi przez lata pracowała Fot. Screen ze strony bloga "W świecie absurdów"
Dziennikarka zapewnia prezesa, że jej decyzja o odejściu nie jest spowodowana tym, że od wielu miesięcy nie ma jej w grafiku reporterów "Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego"."Od października miałam naprawdę sporo czasu na przemyślenie swojej decyzji, a głód zaglądający mi w oczy tylko wyostrzył zmysły" – pisze.

Dziennikarstwa uczył mnie m.in. mój Ojciec Maciej Piekarski, który jak mantrę powtarzał, że dziennikarz jako przedstawiciel czwartej władzy powinien zawsze patrzeć rządzącym na ręce, a podczas realizowania materiałów dziennikarskich powinien pamiętać starą łacińską sentencję prawniczą: „audiatur et altera pars”, co oznacza: „należy wysłuchać drugiej strony”. Myślę, że patrząc na obecne programy TVP, przewraca się w grobie, bo niemal wszystkie programy publicystyczne i informacyjne ją łamią, a kiedy nawet wysłuchiwana jest ta druga strona, to często jej wypowiedziom towarzyszy zjadliwy komentarz. Co do patrzenia obecnej władzy na ręce to nawet nie wiem, co napisać, bo słów mi brak.

Piekarska nie jest w stanie zrozumieć, że w TVP zatrudniono osoby, "warsztatowo mierne lub żadne". "'Dobra zmiana' w Pana wykonaniu to w wielu przypadkach zastąpienie zawodowców amatorami!" – stwierdza dziennikarka.

W moim odczuciu, ludzie, których Pan promuje byli nieobecni w poprzednich latach na antenie TVP nie z powodów politycznych, ale z powodu ich zawodowej marności. Przed Pańską prezesurą w większości przypadków TVP dbała o poziom swoich programów i nawet jeśli zdarzały się propozycje słabsze, to nie było ich aż tyle. Poza tym nawet najsłabszy program nie był tak żenujący jak niektóre z obecnych. Kiedyś, gdy moi domownicy przełączali pilotem kanały w telewizorze, bez patrzenia na ekran bezbłędnie poznawałam niszowe stacje po amatorskim lektorze czy prezenterze. Teraz ta amatorszczyzna jest w TVP i to jest prawdziwa przyczyna, dla której nie jestem w stanie dłużej utożsamiać się z Telewizją Polską.

"Piszę do Pana ten list naprawdę płacząc, bo zdaję sobie sprawę, że jest to być może koniec mnie jako dziennikarki telewizyjnej, a naprawdę kocham swoją pracę i swoje w niej miejsce" – przyznaje szczerze. Dalej zaznacza, że jest jej ciężko i powołuje się na słowa swojego ojca, który cytując Stanisława Grzesiuka, mawiał, że woli być "boso, ale w ostrogach".