
O, na przykład taki cytat: "gruba warstwa białej jak pajęczyna pleśni wyrastała jej z nosa, pokrywając pół twarzy, obejmując oczy i rozchylone usta". Albo taki o konieczności użycia zszywacza do zwłok: "Elena była dziewięćdziesięciolatką i w dziale dziąseł nie było zbyt bogato; musiałam się poważnie namęczyć, by przyozdobić dolne i górne dziąsła w zamocowane stabilnie druciane wąsiki". Lub ten o ludzkim tłuszczu chlustającym z pieca. Szokujące? Ot, zwykły dzień w krematorium.
"Dym wciska się do oczu" to książka napisana przez Amerykankę Caitlin Doughty, która, mając 23 lata, zatrudniła się w krematorium. Nie, nie trafiła tam przypadkiem. Śmierć fascynowała ją od dawna i chciała ją zobaczyć z bliska. A to, co zobaczyła, czego dotknęła, czego powąchała, opisała w sposób niezwykle wymowny. Po co? Do tego jeszcze dojdziemy. Na pewno nie tylko po to, by czytelników zaszokować. Choć szok przeżywa się co chwilę.

Gwarantują nam to i opisy wyglądu ludzkich zwłok, i to, co pracownicy krematorium muszą z nimi robić, porównania jak długo palą się ciała dorosłych, a jak krótko ciała dzieci. No i w końcu szokuje to, jak wyglądają zwykłe czynności osób z krematorium, które przecież każdy wykonuje w swojej pracy. Choćby zjedzenie lunchu: przecież ludzki pył unosi się wszędzie. I to żadna przyjemność jeść kanapkę z zawartością zwłok. Ale pył to jeszcze nic – gorzej, jeśli wszędzie wszystko się lepi od tłuszczu ze spalonych zwłok. A w Stanach, gdzie nie brakuje ludzi z dużą nadwagą, to się zdarzyć może.
Tęgich ludzi w krematorium spala się na początku dnia. Chudzi i dzieci do pieca trafiają popołudniu i wieczorem, gdy już wszystkie urządzenia są rozgrzane. Okrągła pani Greyhound, zgodnie ze sztuką, wjechała do pieca o świcie, ale coś poszło nie tak i ze środka zaczęły się wydobywać kłęby czarnego dymu...
Ciężko coś takiego czytać na dobranoc snem lub tuż przed albo tuż po posiłku. Podobnie jak opisy zwłok, które zbyt długo były poddawane badaniom lekarskim, aby ustalić przyczyny śmierci. Tak było choćby z Padmą, która za życia miała ciemną karnację, ale do krematorium trafiła czarna jak smoła, z pleśnią na twarzy i częściowo otwartą klatką piersiową.

Adam Wawrzyński, który tłumaczył tę książkę, zapewnia w rozmowie z naTemat, że nie był zszokowany przekładając to wszystko z angielskiego na polski. Z wykształcenia jest biologiem i dla niego cała ta fizjologia zaskoczeniem nie była. – Oj tam, aż takie makabryczne to nie jest – bagatelizuje ze śmiechem. Wyjaśnia, że przekład tej książki był dla niego sporą przyjemnością. – Zazwyczaj tłumaczę książki popularno-naukowe. Tę przetłumaczyłem właściwie tak dla kaprysu, bo bardzo mi się spodobała – przyznaje.
Adam Wawrzyński
tłumacz, wydawca, biolog
Bo pomiędzy opisem zwłok trafiających do krematorium (z wtrąconą na przykład uwagą, że "wielkoludy zawsze śmierdzą") a relacją ze spalenia zwłok jest coś jeszcze. Zadaniem pracowników zakładu było bowiem także to, aby doprowadzić zmarłego do takiego wyglądu, aby przed spaleniem mogła się z nim pożegnać rodzina. I nieraz wymagało to nie lada wysiłków. Samo umycie i ogolenie zwłok to o wiele za mało. Czasem trzeba coś skleić, czasem coś zszyć, a czasem oczodoły wypełnić jakąś wkładką, by nie były wklęsłe. W jakim celu? Bo we współczesnym świecie ludzie żyją tak, jakby śmierci nie było. Więc kiedy już następuje, to ludzie próbują tę śmierć gdzieś schować lub upiększyć.
– To nie jest książka tylko o rozkładzie ciał i odchodzeniu płatów skóry. To także książka o tym, że przemilczamy śmierć, że wypieramy jej istnienie ze świadomości, że zamiatamy to pod dywan. Ale Doughty w bardzo atrakcyjny sposób uświadamia nam, że nawet jeśli śmierć zamkniemy za drzwiami, to ona i tak nas spotka, więc warto się do niej przygotować – wyjaśnia tłumacz, Adam Wawrzyński.
Caitlin Doughty dziś ma 32 lata i jest przedsiębiorcą pogrzebowym. Ale to nie wszystko – na YouTube.com ma swój kanał o nazwie "Zapytaj przedsiębiorcę pogrzebowego", gdzie co tydzień zamieszcza jakiś film. Jest też założycielką organizacji The Order of the Good Death, na której stronie internetowej w niezwykły sposób tłumaczy, że śmierć jest częścią życia. I to bez względu na to, czy ktoś wierzy w Boga, czy nie.
