
Liczba lektur jest przytłaczająca. Wychodzi na to, że w każdym roku licealista będzie miał do przeczytania sześć-siedem książek, a do tego dużo poezji i fragmentów obszernych tekstów – powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" prof. Krzysztof Biedrzycki, literaturoznawca z UJ. W internecie posypały się złośliwe komentarze, a my sprawdziliśmy, co na ten temat sądzą ci, którzy na co dzień z tych lektur uczniów rozliczają.
Biedrzycki, który udzielił wywiadu Justynie Sucheckiej z "Gazety Wyborczej", oczywiście nie jest przypadkową osobą. To kierownik Zakładu Dydaktyki Przedmiotów Szkolnych w Instytucie Badań Edukacyjnych, a przede wszystkim – jeden z autorów obowiązującej podstawy programowej z języka polskiego, z której Prawo i Sprawiedliwość rezygnuje. Literaturoznawca na temat podstawy programowej pisał już choćby na łamach OKO.press:
Dobór lektur nie pozostawia wątpliwości, że na motywację wewnętrzną, zainteresowanie uczniów i głębokie przeżycie nie ma nadziei. Lektury bywają infantylne. Na przykład: "Kopciuszek" i komiks "Kajko i Kokosz" w IV klasie lub "Nela Mała Reporterka" w VIII klasie. Zaraz obok nich pojawiają się jednak lektury zbyt trudne (choćby z uwagi na język) dla młodego czytelnika. W IV klasie obok "Kopciuszka" pojawiają się ballady Mickiewicza i fragment "Pana Tadeusza". W V klasie ma być czytana "Biblia" (pojawiają się dwa niebezpieczeństwa: że opowieści biblijne zostaną potraktowane jak bajki lub że lekcja zamieni się w katechezę , podczas której zostanie uczniom przedstawiona gotowa interpretacja), w VI klasie Czechow.
– Trochę nie rozumiem całego zamieszania. Uczniowie przecież już teraz wcale nie czytają dużo mniej i radzą sobie z tym. A przynajmniej powinni sobie radzić – mówi mi Paulina, nauczycielka z kilkuletnim stażem. Sama uczy w szkole podstawowej, ale rozmawia z nauczycielami dłużej pracującymi, którzy zajmują się klasami licealnymi.
Podobnie uważa Łukasz, nauczyciel z warszawskiego katolickiego gimnazjum i liceum. – Uczeń jest w stanie przeczytać 10 pozycji o dużej objętości, te 6 czy 7 to nie jest dużo. Nawet jeśli będzie czytać w ciągu miesiąca jedną lekturę o objętości 300 stron, to już i tak nam wychodzi dziewięć – twierdzi. I dodaje, że sam już teraz realizuje taką nawet więcej pozycji w liceum, niż zakłada nowa podstawa.
Innego zdania jest Elżbieta, która uczy tylko w szkole średniej. – Jeśli rzeczywiście teraz będzie jeszcze więcej czytania, to prawdę mówiąc, nie wiem jak będę to egzekwowała. Przerobić to ja oczywiście mogę i 20 lektur, ale nic z tego nie zostaje. Problem z czytaniem lektur jest coraz większy z roku na rok. Można powiedzieć, że narasta wraz z popularnością Facebooka. Oczywiście mogę przewrotnie mówić, że gdyby uczniowie poświęcali ułamek tego czasu, który spędzają z komórką, na lektury, czytaliby nawet jeszcze więcej. Ale tak się nagle nie stanie – tłumaczy.
Podobnie uważa Karolina, która uczy w podstawówce. – Według mnie zależy, jakie to są lektury. Jeżeli oprócz klasycznej książki są nowoczesne, współczesne utwory, to spoko. Ale to, co proponowano dotychczas, to najczęściej są gnioty. Ich język, sorry, ale nie jest zrozumiały dla dzisiejszej młodzieży. "Sposób na Alcybiadesa" operuje takim słownictwem, z którym nawet ja mam problem, bo jest nieużywane. Po co "Potop" albo "Krzyżacy" w gimnazjum jako lektura? – mówi ostro i daje mi do zrozumienia, że podobne problemy są w liceum, a nowa podstawa tego trendu nie odwróci.
