Były bydgoski polityk PiS Rafał P. usłyszał prokuratorskie zarzuty w sprawie fizycznego i psychicznego znęcania się nad żoną Karoliną.
Były bydgoski polityk PiS Rafał P. usłyszał prokuratorskie zarzuty w sprawie fizycznego i psychicznego znęcania się nad żoną Karoliną. Fot. Łukasz Antczak / Agencja Gazeta

Kiedyś był słynnym bydgoskim politykiem PiS, teraz stał się podejrzanym Rafałem P. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga postawiła mu zarzuty związane z fizycznym i psychicznym znęcaniem się nad żoną Karoliną. Choć nagrania z rozpętywanych przez niego awantur usłyszała cała Polska, Rafał P. nie przyznał się do winy. Śledczy z warszawskiej Pragi podjęli też decyzję, która wreszcie może zapewnić bezpieczeństwo jego żonie Karolinie. Rafał P. otrzymał zakaz zbliżania się i utrzymywania innych kontaktów z pokrzywdzoną kobietą. Zdecydowano też o zastosowaniu wobec niego dozoru policyjnego.

REKLAMA
Przypomnijmy, iż sprawa przemocy domowej, której dopuszczał się Rafał P. pierwszy raz wyszła ona na jaw, gdy jego żona upubliczniła nagrania, które wykonała, kiedy znęcał się nad nią ówczesny polityk Prawa i Sprawiedliwości. Na nagraniu wykonanym po powrocie z pewnego balu było słychać na przykład, jak rozpętał awanturę o to, że kobieta nie przyniosła do domu podarowanego jej kwiatka. – Wyp... po kwiatka. Ma tu być za chwilę – krzyczał polityk. – Jutro taki kupię, to tylko 3 zł – odpowiadała jego wystraszona żona. – Nie 3, tylko 20 zł kosztował. To był kwiat, szmato, który ja kupiłem. Nawet mi nie powiedziałaś "dziękuję", ty ch... jeb... – kontynuował.

Z czasem opinia publiczna poznawała więcej takich zatrważających historii. – Na początku robiłam, to co chciał, bo myślałam, że wtedy będzie dobrze – opowiadała żona Rafała P. w jednym z wywiadów. – A potem się bałam, byłam naprawdę tak zastraszona. Kiedyś jak nie położyłam dzieci spać o 20:00, tak jak było nakazane, wywiózł mnie samochodem z domu nad jakąś skarpę. Bił mnie, pchał, rzucał w krzaki. Kazał mi zrezygnować z pracy. Kazał obciąć włosy, żeby było widać, że jestem zdrajcą – wspominała.
Na skutek fali oburzenia Rafał P. najpierw zrezygnował z członkostwa w PiS, a następnie zrzekł się mandatu radnego Bydgoszczy. Przed opinią publiczną na początku reprezentował go przede wszystkim mecenas Piotr Bartecki, który przyjął "odważną" taktykę obrony swojego klienta. Adwokat tłumaczył, że Rafał P. maltretował żonę "wołając o miłość". Sięgnął też po argument matematyczny. Tłumaczył, że "są tylko cztery nagrania z ostatnich czterech lat", co daje średnią jednej awantury rocznie.
Później Rafał P. postanowił ocieplić swój wizerunek ogłaszając założenie fundacji "Dobro za zło". – Mimo wszystko nie chowam głowy w piasek. Ta fundacja będzie może taką formą odkupienia – stwierdził. Były członek PiS nie zamierza jednak wspierać organizacji zajmujących się pomocą ofiarom przemocy domowej, czy przekazywać dotacje Niebieskiej Linii, jak mogłaby sugerować nazwa jego organizacji. – Co miesiąc przeznaczę 1000 chlebów świętego Antoniego, żeby móc je rozdawać biednym – wyjaśnił.
źródło: TVN Warszawa