
Od dłuższego czasu na opozycji trwa zaciekły spór o to, czy wzrost poparcia Platforma Obywatelska zawdzięczała konsekwentnej pracy nowego szefostwa, czy też w prezencie dostała go od Donalda Tuska, który na kilka chwil został wciągnięty do krajowej polityki. Zwolennikom tej drugiej tezy argumentów dostarcza właśnie najnowszy sondaż Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych dla dziennika "Rzeczpospolita".
Jak rzadko ostatnimi czasy, najnowsze badanie preferencji partyjnych Polaków jest na opozycji raczej przemilczane. Co właściwie nie może dziwić, bo wieści płynące z IBRiS bardzo dobre są tylko dla Prawa i Sprawiedliwości i ruchu Kukiz'15. Gdyby wybory parlamentarne odbywały się pod koniec maja, ekipa "dobrej zmiany" mogłaby liczyć na 33,5 proc. Polaków. Na relatywnie dość wysokim poziomie utrzymuje się też poparcie dla Pawła Kukiza i spółki, którzy mogliby dziś liczyć na 14,1 proc.
Z pozycją lidera w sondażach znowu pożegnała się natomiast Platforma Obywatelska. Jeszcze przed miesiącem całe serie badań różnych pracowni wskazywały, że największa formacja opozycyjna z partią rządzącą idzie łeb w łeb. Tymczasem teraz oddanie głosu na PO zadeklarowało "jedynie" 26,1 proc. Gdzie podziało się dotychczasowe poparcie? Odpowiedzi na to pytanie być może warto szukać w wyniku Nowoczesnej. IBRiS wskazuje, że partia Ryszarda Petru nieco odbiła się od osiągniętego niedawno dna i zagłosowałoby na nią 7,9 proc. wyborców.
IBRiS nie ma jednak dla nowoczesnych informacji przesadnie dobrych. Także z tego sondażu wynika, iż po piętach stale depcze im Sojusz Lewicy Demokratycznej. Gdyby wybory odbywał się teraz, partia Włodzimierza Czarzastego dostałaby się do Sejmu z poparciem na poziomie 6,1 proc. Inne formacje nie zanotowały wyników, które pozwoliłyby im na przekroczenie 5-proc. progu wyborczego.
źródło: "Rzeczpospolita"
