
Za ile można kupić spokój sumienia, gdy odmawia się dachu nad głową ludziom uciekającym przed biedną i wojną? Być może dobrą odpowiedź na to pytanie daje najnowsza informacja ekipy "dobrej zmiany" na temat zwiększenia wydatków na "Pakiet pomocy humanitarnej na Bliskim Wschodzie". Jak poinformował rzecznik rządu Rafał Bochenek, premier Beata Szydło zdecydowała, że na ten cel pójdą kolejne 3 mln zł z rezerwy budżetowej na 2017 rok.
REKLAMA
W twitterowym poście informującym o zwiększeniu polskiej pomocy dla ofiar wojny w Syrii i innych kryzysów na Bliskim Wschodzie Rafał Bochenek podkreślił, że łącznie z rezerwy budżetowej zagwarantowano na ten cel 40 mln zł. Dla polityków Prawa i Sprawiedliwości i wielu wyborców partii rządzącej, taka hojna pomoc na odległość to najlepsza alternatywa dla przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu pod dachy polskich domów.
Pieniądze od rządu PiS nie robią jednak wrażenia na tych, którzy zajmują się prawdziwą pomocą humanitarną. Szczególnie kiepska rządowa pomoc z Polski okazuje się w Syrii, na co właśnie dzisiaj wskazywała szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska. – Rząd fundacji Kościół w Potrzebie przekazał około 6,5 mln zł. My tylko w zeszłym roku sfinansowaliśmy pomoc w wysokości 26 mln zł – mówiła na antenie TVN24.
Żadne kwoty wydawane przez Polskę nie robią też wrażenia na Zachodzie. Na przykład przodujący w pomocy ofiarom kryzysu migracyjnego Niemcy nie tylko przyjęli setki tysięcy uchodźców i imigrantów z regionów opanowanych przez wojnę i biedę, ale też tylko na pomoc humanitarną w Syrii wydali w ostatnich latach ponad 1,3 mld euro (czyli prawie 5,5 mld zł).
