
Prawo i Sprawiedliwość rozrzutność na program Rodzina 500+ tłumaczy nadzieją na realizację bardzo konkretnego planu na przyszłość. Od początku zakładano przecież, że te pieniądze nie tyle mają służyć walce z ubóstwem, co zachęcać Polaków do mnożenia się. I przez wiele miesięcy po nadejściu "dobrej zmiany" statystyki pokazywały, że "efekt 500+" na porodówkach jest zauważalny. Aż do teraz...
REKLAMA
Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w kwietniu urodziło się o 600 Polaków mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W Prawie i Sprawiedliwości mogą więc zacząć obawiać się, że po pierwszej euforii wynikającej z wprowadzenia programu Rodzina 500+ Polacy zrozumieli, że utrzymanie dziecka kosztuje znacznie więcej niż 500 zł miesięcznie i znowu na rodzenie dzieci patrzą z dystansem.
Jeżeli zanik "efektu 500+" w statystykach narodzin będzie zauważalny także w kolejnych miesiącach, ekipa "dobrej zmiany" straci najważniejszy argument w sprawie wydawania miliardów z publicznej kasy na najsłynniejszy ostatnimi czasy zasiłek. Gdy okaże się, że comiesięczne przelewy 500 zł od państwa wcale nie zachęcają, by zostać rodzicami, nowego wymiaru nabierze z pewnością dyskusja o wydatkowaniu tych pieniędzy w domach, do których już one trafiają.
Pojawiają się jednak i eksperckie komentarze uspokajające rządzących z gmachu przy Nowogrodzkiej. Jak ocenia w rozmowie z portalem Forsal.pl demograf Piotr Szukalski, na pojawienie się niepokojących dla PiS danych wpływ mogła mieć... liczba niedziel w kwietniu. Naukowiec twierdzi, iż w dni robocze rodzi się znacznie więcej dzieci niż w weekendy, na które nie planuje się zabiegów cesarskiego cięcia. A tegoroczny kwiecień miał o jedną niedzielę więcej niż ten w 2016 roku.
źródło: Główny Urząd Statystyczny / Forsal.pl
