Inwigilacja pielęgniarek miała być koleżeńską przysługą Miklósa Szócski dla Prawa i Sprawiedliwości.
Inwigilacja pielęgniarek miała być koleżeńską przysługą Miklósa Szócski dla Prawa i Sprawiedliwości. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Pojawia się kolejny dowód wskazujący na to, że PiS boi się kobiet, a wręcz panicznego charakteru ten strach nabiera, gdy mowa o pielęgniarkach. Do upadku pierwszego rządu Jarosława Kaczyńskiego przyczyniły się podejrzenia o zagłuszanie i planowanie pacyfikacji "białego miasteczka", tymczasem teraz minister zdrowia Konstanty Radziwiłł miał skorzystać z inwigilacji protestujących pielęgniarek z Centrum Zdrowia Dziecka. Bulwersującego charakteru tej sprawie dodaje fakt, iż działania te miał prowadzić... były minister zdrowia w węgierskim rządzie Viktora Orbána.

REKLAMA
Sprawę pierwszy opisał tygodnik "Wprost", który dotarł do informacji o kulisach inwigilacyjnych popisów Miklósa Szócski nad Wisłą. Były węgierski minister zdrowia dla "dobrej zmiany" w Polsce przygotował raport na temat tego, jak w internecie wygląda komunikacja między protestującymi w ubiegłym roku pielęgniarkami z Centrum Zdrowia Dziecka i wspierającymi je koleżankami po fachu. Szócska donosił Ministerstwu Zdrowia m.in. o tym, co dzieje się w zamkniętych facebookowych grupach i kto nimi administruje.
Resort kierowany przez Konstantego Radziwiłła problemu jednak w tym wszystkim nie widzi. Zdaniem przedstawicielu ministerstwa, raport z inwigilacji pielęgniarek miał jedynie charakter "materiału roboczego", który Węgrowi miał posłużyć do "zademonstrowania swoich możliwości". Natomiast sam Miklós Szócska miał tłumaczyć, iż inwigilując pielęgniarki wykonywał tylko taką darmową przysługę dla kolegów z Prawa i Sprawiedliwości...
źródło: "Wprost"