
Kongres Platformy Obywatelskiej miał być mocną odpowiedzią na kongres Prawa i Sprawiedliwości. Odpowiedzią był, ale mocy zabrakło. Poza kilkoma ogranymi hasłami i wielowątkową krytyką PiS partia Grzegorza Schetyny nie pokazała nic nowego. Jeśli nic się nie zmieni, PO na długo może pozostać partią opozycyjną. Ale nie można wykluczyć, że to jest przemyślana strategia.
REKLAMA
Dwie partie, dwa kongresy, a i tak wszyscy mówią o PiS. To właściwie jedyny wniosek, jaki płynie po obejrzeniu relacji z kongresów Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. W dwóch miejscach Polski politycy mówili o tym samym, z tą różnicą, że w Przysusze wszyscy się cieszyli z niesłabnącego poparcia i wielkiego sukcesu swoich rządów, a w Warszawie wszyscy przekonywali, że nastał czas czarnej rozpaczy i konieczna jest zmiana "dobrej zmiany".
Podczas kongresu Platformy Obywatelskiej przemawiał i Grzegorz Schetyna, i Ewa Kopacz, i wielu najważniejszych polityków PO. Nikt nie powiedział, co parta chce w przyszłości zrobić, żeby przekonać do siebie elektorat i poprawić sytuację milionów Polaków. Wszyscy tylko mówili, co PiS robi źle. Tyle że na samej krytyce trudno będzie wygrać najbliższe wybory parlamentarne.
Ale to już było...
Przy czym od razu trzeba powiedzieć, że to, co mówiono w środę podczas kongresu powiedziano także rok temu. Już zeszłoroczny zjazd obfitował w liczne wypowiedzi krytyczne pod adresem partii rządzącej. Grzegorz Schetyna przypominał, że najważniejsze są wolność, równość, demokracja. Małgorzata Kidawa-Błońska zapowiadała odbudowę wolnych mediów, Janusz Lewandowski obiecywał, że nie damy się wyprowadzić z Unii Europejskiej, a wszyscy jednym głosem mówili o tym, że Platforma to partia zdrowego rozsądku, którego w dzisiejszych (czyli rok temu) czasach tak bardzo brakuje.
Przy czym od razu trzeba powiedzieć, że to, co mówiono w środę podczas kongresu powiedziano także rok temu. Już zeszłoroczny zjazd obfitował w liczne wypowiedzi krytyczne pod adresem partii rządzącej. Grzegorz Schetyna przypominał, że najważniejsze są wolność, równość, demokracja. Małgorzata Kidawa-Błońska zapowiadała odbudowę wolnych mediów, Janusz Lewandowski obiecywał, że nie damy się wyprowadzić z Unii Europejskiej, a wszyscy jednym głosem mówili o tym, że Platforma to partia zdrowego rozsądku, którego w dzisiejszych (czyli rok temu) czasach tak bardzo brakuje.
W tym roku nie dowiedzieliśmy się niczego nowego. PiS to, PiS tamto, ministrowie łamią prawo, a tak w ogóle to są dyletantami. "Dopóki Polską będą rządzić amatorzy, a nie mężowie stanu, amatorzy o twarzy pana Mariusza, pana Zielińskiego, pana Zbyszka, dopóty Polacy nie mogą czuć się bezpieczni" – przekonywał Borys Budka. "Ręce precz od kobiet, organizacji pozarządowych i samorządów" – krzyczała Monika Wielichowska. "Nie pozwolimy na to, żeby Kaczyński, żeby premier Szydło wyrzucili Polskę z Europy. Nie pozwolimy na to" – stwierdził w trakcie przemówienia Grzegorz Schetyna.
W jaki sposób nie Platforma nie pozwoli? Praktyka rządów PiS wskazuje na to, że nie przejmując się opozycją z wdziękiem walca drogowego i prędkością radzieckiego czołgu T-34 przełamuje wszystkie przeszkody. PiS opanował już Trybunał Konstytucyjny, mając większość w Sejmie i „swojego” prezydenta może praktycznie robić co chce. Doświadczenie uczy, że nie przejmuje się nawet demonstracjami oburzonych działaniami władzy obywateli. Wyjątkiem od reguły był Czarny Protest, gdy protestującym udało się wstrzymać prace nad ustawą o całkowitym zakazie aborcji. Przynajmniej na jakiś czas.
Czas na konkrety
Platforma, żeby cokolwiek zrobić, musi najpierw odzyskać wpływy. Musi albo wygrać wybory, albo sprawić, że PiS nie będzie miał zdecydowanej większości i w następnej kadencji będzie musiał zgadzać się na roszczenia koalicjanta. Z tym że Platforma koalicjantem PiS raczej nie będzie, prędzej piekło zamarznie.
Platforma, żeby cokolwiek zrobić, musi najpierw odzyskać wpływy. Musi albo wygrać wybory, albo sprawić, że PiS nie będzie miał zdecydowanej większości i w następnej kadencji będzie musiał zgadzać się na roszczenia koalicjanta. Z tym że Platforma koalicjantem PiS raczej nie będzie, prędzej piekło zamarznie.
– Niestety, od dawna mówię, że te dwie partie, PO i PIS są w zasadzie jedną partią, tylko w wersji hard i soft – przekuje konsultant i doradca polityczny Wiesław Gałązka i dodaje
– Kongres Platformy Obywatelskiej był kompromitacją, wytykali błędy PIS tylko wzmacniając przy tym ich pozycję.
– Kongres Platformy Obywatelskiej był kompromitacją, wytykali błędy PIS tylko wzmacniając przy tym ich pozycję.
Dlaczego Platforma od roku nie pokazała nic nowego? Zdaniem politologa Jarosława Flisa może to wynikać z dwóch rzeczy. Pierwszy jest oczywisty, nie ma żadnych świeżych pomysłów. – Wszystko już było, był liberalizm, komunizm, większość partii ma jakiś w miarę sztywny program i nie zmienia co chwila zdania – twierdzi Flis. Drugi powód, na który wskazuje nasz rozmówca to kalendarz wyborczy . – Może ktoś uznał, ze jeszcze nie czas na odkrycie kart. Myślę, że na nowości możemy poczekać rok, może półtora roku. Zarówno programowe, jak i te personalne – tłumaczy Jarosław Flis.
– Wiadomo, czego można się spodziewać po Platformie. Wiemy, jak rządzili, jakie mieli pomysły, wiemy, czego się spodziewać w przyszłości i nie oczekuję tu żadnej rewolucji, co najwyżej kilka młodych osób zastąpi kilku znanych i już "ogranych" polityków. To, czego mi brakuje to refleksji i przyznania, że zrozumieli, dlaczego przegrali poprzednie wybory. Tego wciąż nie ma – twierdzi Jarosław Flis. – A przecież oni nie przegrali dlatego, że PiS nagle stał się taki wspaniały. Przegrali, bo elektorat PO uciekł do Kukiza, do Petru, do Razem. Jeśli odzyskają choćby połowę tych wyborców to mogą myśleć o wygraniu najbliższych wyborów – przekonuje Jarosław Flis.
W tym szaleństwie jest metoda?
Zdaniem naszych rozmówców PiS przez lata w podobny sposób uprawiało politykę. Politycy partii Jarosława Kaczyńskiego krytykowali wszelkie posunięcia Platformy, mówili o wraku Tu-154 i podziale na Polskę dwóch prędkości. – Dopiero przed wyborami jak króliki z kapelusza wyjęto Andrzeja Dudę i Beatę Szydło. Powiedzieli o 500+, wcześniejszych emeryturach i wygrali. Proszę zauważyć: Andrzej Duda to polityk z rodziny inteligenckiej, śmietanka towarzyska, z metropolii, ba - z Krakowa, do tego prawnik. Chyba nie może być gorszej mieszanki, a mimo tego głosowali na niego także ludzie z głębokiej prowincji. Komorowski przegrał, bo Duda był „nowszy” – przekonuje Flis.
Zdaniem naszych rozmówców PiS przez lata w podobny sposób uprawiało politykę. Politycy partii Jarosława Kaczyńskiego krytykowali wszelkie posunięcia Platformy, mówili o wraku Tu-154 i podziale na Polskę dwóch prędkości. – Dopiero przed wyborami jak króliki z kapelusza wyjęto Andrzeja Dudę i Beatę Szydło. Powiedzieli o 500+, wcześniejszych emeryturach i wygrali. Proszę zauważyć: Andrzej Duda to polityk z rodziny inteligenckiej, śmietanka towarzyska, z metropolii, ba - z Krakowa, do tego prawnik. Chyba nie może być gorszej mieszanki, a mimo tego głosowali na niego także ludzie z głębokiej prowincji. Komorowski przegrał, bo Duda był „nowszy” – przekonuje Flis.
Czy w takim razie możemy spodziewać się odsłonięcia kart przez PO dopiero za rok? To nie jest takie pewne. Zdaniem politologów nie można wykluczyć, że Platforma dalej będzie szła tą samą ścieżką co dziś. – Budowanie swojego wizerunku na krytyce PiS, przy zachowaniu pozycji pierwszej partii opozycyjnej może sprawić, że ci wszyscy, którym nie pasują rządy PiS zagłosują na tę partię, która ma największe szanse odsunąć ludzi Jarosława Kaczyńskiego od władzy. Dziś jest to Platforma – tłumaczy Jarosław Flis.
Jeśli politolodzy mają rację, to można powiedzieć, że w tym szaleństwie jest metoda. Gdy wielu polityków i obywateli krytykuje PO za ostatni kongres, oni być może w tym momencie zacierają ręce z zadowolenia. W trakcie kongresu nazwę partii Jarosława Kaczyńskiego odmieniono przez wszystkie przypadku, a ilość krytyki jaka spada na rząd Beaty Szydło mogła by zatopić niejeden gabinet. Jeśli Platformie uda się odzyskać władzę, nikt nie będzie krytykować metod, jakimi tego dokonała. O ile uda się tę władzę odzyskać. Na razie wystąpienia na kongresie tłumów nie porwały.
