
Ceny masła w ciągu ostatniego roku wzrosły aż o 70 proc. Ale tym razem nie jest to wina ani Beaty Szydło, ani Mateusza Morawieckiego, ani Donalda Tuska. Masło wraca do łask, bo ma lepszy PR, niż margaryna. – Jest bardzo duże zapotrzebowanie na masło ze strony Chin, ale też Stanów Zjednoczonych, świat potrzebuje tłuszczu mlecznego – mówi nam Agnieszka Maliszewska, dyrektor z Polskiej Izby Mleka. Potwierdza to także dietetyk medyczny Małgorzata Krukowska: – Kiedy pytam o rodzaj używanego tłuszczu, to wszyscy mówią: "tak, tak, masło, bo to bardziej naturalny produkt, a przecież margaryny są złe".
– Moja babcia zawsze kupuje osełkę, która starcza dla czterech osób na tydzień. Gdy zobaczyła nową cenę, o mało się nie przewróciła. Dla niej 10 złotych tygodniowo to bardzo dużo – usłyszała pracownica jednej z warszawskich Biedronek. – Nie było mnie od końca czerwca. Wróciłam i przeżyłam szok. Najtańsza kostka masła, która kosztowała 4,39 zł, dziś ma cenę 5,79. Ceny innych przekroczyły 6, a nawet 8 zł. Klasyczna osełka 375 gr z Biedronki za 7,99 dziś kosztuje prawie 10 zł! – czytamy w tekście Katarzyny Zuchowicz na łamach naTemat. I Agnieszka Maliszewska, dyrektor z Polskiej Izby Mleka, potwierdza, że ceny masła rok do roku wzrosły aż o około 70 proc.
"Osełka chociaż duża – a to zwykłe masło z sieciówki, chwile temu kosztowało jakieś 4 zł, dziś 6,49"; "BeataSzydlo czy Pani była ostatnio w sklepie? Ja byłam przed chwilą i jestem w szoku – masło kosztuje 6,49 ile podrożeje z opłatą paliwową?" – to tylko przykładowe reakcje internautów na wzrost cen masła. Ci często wyrzucają, że wyższe ceny tego produktu, to oczywiście wina polityków. Zresztą, robią to też sami posłowie. – Rządzi Prawo i Sprawiedliwość, które funduje nam drogie państwo. Przez ostatnie 1,5 roku masło podrożało o 2 złote, mleko o złotówkę, bochenek chleba o 1,2 zł – grzmiała podczas debaty dotyczącej opłaty drogowej Joanna Frydrych z Platformy Obywatelskiej. – Może politycy zaczęli smarować bardzo dużo masła na kromkę chleba? Ale ja tutaj nie widzę żadnego związku – żartuje Agnieszka Maliszewska z Polskiej Izby Mleka. Świat odchodzi od margaryn "A kto mi powie dlaczego masło tak bardzo podrożało?" – zastanawia się jeden z internautów. Takie pytania zadaliśmy ekspertom. – Popyt zwiększa podaż – odpowiada krótko producent masła. Również Dariusz Sapiński, prezes zarządu Grupy Mlekovita, przyznaje, że wzrost cen tego produktu w Polsce wynika z sytuacji rynkowej, nie tylko w kraju, ale i na całym świecie. – Rosnący popyt na ten produkt z jednej strony cieszy nas ze względu na wspomniany fakt świadczący o tym, że konsumenci coraz bardziej doceniają walory smakowe i odżywcze masła – mówi Dariusz Sapiński. Agnieszka Maliszewska z Polskiej Izby Mleka wymienia dwa czynniki, które wpływają na ceny masła: zapotrzebowanie i trendy konsumenckie. – Świat odchodzi od margaryn, tłuszczy utwardzanych i panuje trend na masło. Jest bardzo duże zapotrzebowanie na masło ze strony Chin, ale też Stanów Zjednoczonych, świat potrzebuje tłuszczu mlecznego – tłumaczy nam Maliszewska.
Druga kwestia, o której mówi, to trendy konsumenckie. Wyjaśnia, że wzrost zapotrzebowania na masło zauważyła tuż po publikacjach, jakie ukazywały się w Stanach Zjednoczonych. – Do tej pory mówiło się, że przy różnych dietach lepiej nie jeść masła, że jest ono szkodliwe. A później okazało się, że zrobiono wnikliwe badania, opublikował je "Times" półtora roku temu. I zaczęły się też dobre informacje na temat masła. To moja interpretacja – zaznacza Agnieszka Maliszewska.

Ale podobne obserwacje ma dietetyk medyczny Małgorzata Krukowska. – Zwiększone zapotrzebowania na masło może wynikać ze złego PR-u margaryny. Przez pewien czas było nastawienie na to, żeby do minimum ograniczać tłuszcze zwierzęce, natomiast te roślinne uważano za zdrowsze. Ludzie chcący zadbać o swój sposób odżywania częściej wybierali margaryny, niż masło. Od kilku lat ta sytuacja się odwraca – podkreśla Małgorzata Krukowska.
Małgorzata Krukowska
dietetyk medyczny
Roman Wieczorkiewicz, dziennikarz Portaluspozywczego.pl, wyjaśnia nam, że wzrost cen masła ma związek z ceną tzw. jednostki tłuszczu mlecznego, który wykorzystywany jest do jego produkcji. – Na rynkach światowych produktów mleczarskich, obok takich produktów jak mleko w proszku, obraca się także masłem w blokach. I jego ceny cały czas rosną, a to ze względu na popyt np. na Dalekim Wschodzie – mówi nam Wieczorkiewicz.
Roman Wieczorkiewicz
dziennikarz Portaluspozywczego.pl
Kryzys już trochę trwa – Kryzys na rynku mleczarskim zaczął się w 2015 roku, przez 1,5 roku ceny systematycznie spadały. Przestały spadać na początku lata 2016 roku, czyli rok temu. Wtedy zaczął się powolny wzrost. Wzrost przez 2016 rok i początek 2017 był wyrównaniem strat związanych z kryzysem . Te ceny odbijały się, wracały do normalnego poziomu. Natomiast w ostatnim czasie nadal rosły, ale przekroczyły ten normalny poziom. One dochodzą do górnej granicy, dlatego za jakiś czas ceny masła na pewno będą spadały – wyjaśnia Roman Wieczorkiewicz.
Grzegorz Rudek
prezes Lumiko
Dariusz Sapiński
prezes zarządu Grupy Mlekovita
Wieczorkiewicz tłumaczy, że eksperci, z którymi na ten wzrostu cen masła rozmawiał, podkreślają, że dochodzimy do górnej granicy. – I jeśli ceny dalej będą rosły, to zacznie spadać popyt. Zdaniem tych ekspertów, dochodzimy do górnej granicy popytu i należy się spodziewać w ciągu dwóch, trzech miesięcy spadku cen masła na rynku detalicznym – podkreśla Wieczorkiewicz. Niektórzy piszą czarne scenariusze – że na Święta Bożego Narodzenia może zabraknąć masła. Ale producenci uspokajają, że to się na pewno nie stanie.
