Okazuje się, że policjanci w ostatnich dniach nie tylko mieli mnóstwo pracy. To niewiarygodne, jak potraktowała ich władza, która odgrodziła się nimi od protestujących Polaków.
Okazuje się, że policjanci w ostatnich dniach nie tylko mieli mnóstwo pracy. To niewiarygodne, jak potraktowała ich władza, która odgrodziła się nimi od protestujących Polaków. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Głodny pies, pies zły i groźny" - chyba z takiego założenia wyszli rządzący podczas ostatnich masowych protestów przeciwko ich autorytarnym działaniom. Jak ujawniają polscy policjanci, których wysłano do chronienia władzy przed poirytowanymi Polakami, na kilkunastogodzinne dyżury otrzymywali prowiant w postaci... dwóch bułek i kilku plasterków wędliny. I to jeśli mieli szczęście.

REKLAMA
Przez minione, bardzo nerwowe dni policja była postawiona w stan najwyższej gotowości. Rzeszę funkcjonariuszy ściągnięto do zabarykadowania Sejmu przed protestującymi Polakami i do czujnego monitorowania demonstracji w dziesiątkach miast i miasteczek. Szczelny kordon policji odgradzał przed suwerenem nawet prezydencką willę na Helu. Wielu mundurowych sprowadzono do miast z odległych rejonów kraju.
I aż dziw, że ci policjanci jakoś tę dni trudnej służby na ulicach jakoś przetrzymali. Okazuje się bowiem, że wyprowadzonych na ulice funkcjonariuszy władza... brała głodem. W sieci policjanci ujawniają, jaki prowiant wydawano im przed wypuszczeniem na wielogodzinną służbę. Szczęśliwcy do dwóch suchych bułek dostali zafoliowaną wędlinę. Kto miał większego pecha, ten od przełożonych dostał serek topiony.