
Dziś pod siedzibą prokuratury rejonowej w Warszawie zebrał się tłumek warszawiaków i dziennikarzy, którzy chcieli być świadkiem, jak do gmachu wkracza na przesłuchanie Donald Tusk. Nie zabrakło polityków i kamer telewizyjnych. O ile jednak reporterom TVN czy Polsatu nikt nie przeszkadzał w pracy, to Miłosz Kleczek z TVP Info nie miał łatwego życia.
REKLAMA
Gdy reporter TVP Info próbował prowadzić relację spod gmachu Prokuratury Rejonowej na ul. Rakowieckiej w Warszawie, musiał wykazać się wielkim opanowaniem. Cały czas przeszkadzał mu jeden z ze zgromadzonych na placu mężczyzn, który za głową reportera wystawiał dwa palce układające się w literę V. W tym wypadku jednak był to popularny w szkołach podstawowych znak "diabełka", a nie symbol zwycięstwa spopularyzowany wiele lat temu przez premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla.
Jak udało nam się ustalić, mężczyzna czuje się poszkodowany przez media publiczne. W nagraniu którego udzielił naTemat tłumaczy, że swego czasu "media Wildsteina" zmanipulowały jego wypowiedź, a na domiar złego nie opublikowano w ustawowym terminie sprostowania czy przeprosin. To jednak nie tłumaczy jego zachowania. Nie raz na manifestacjach organizowanych przez opozycję organizatorzy nawoływali o szacunek dla wszystkich dziennikarzy, także tych z zagarniętych przez Prawo i Sprawiedliwość mediów publicznych.
