
Pamiętacie "owocne spotkanie Kaczyńskiego z przedstawicielami środowisk żydowskich"? Okazuje się, że owszem, do spotkania doszło, ale miało mniej więcej tę samą rangę, co słynne już posiedzenia "przy kawie i ciasteczkach". A ci, którzy przyszli na spotkanie z prezesem PiS nie mają mandatu do reprezentowania środowisk żydowskich.
Media obiegła niedawno wiadomość, że przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości spotkał się z przedstawicielami środowisk żydowskich. Miało to mieć związek z publikacją w "Washington Post", w której Żydzi prosili przywódcę Polski o potępienie narastającej fali antysemityzmu nad Wisłą. Przywódca się spotkał z kilkoma Żydami, a zdjęcie z tego spotkania obiegło świat.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden szczegół. Ci, którzy przyszli na spotkanie z prezesem Kaczyńskim nie mieli mandatu do reprezentowania środowisk żydowskich w Polsce. Informują o tym w liście otwartym faktyczni przedstawiciele, reprezentujący 12 różnych organizacji.
– Nie odmawiamy żadnej organizacji żydowskiej ani poszczególnym osobom prawa do spotykania się z politykami i dyskutowania o sprawach Żydów. Apelujemy jednak o niewystępowanie w "imieniu środowisk żydowskich" bez stosownego upoważnienia – czytamy w komunikacie.
Oświadczenie organizacji żydowskich
do opinii publicznej
Z kim zatem spotkał się prezes PiS? Byli ro rabini Szalom Dow Ber Stambler i Elizer Guary, a także Artur Hofman i Johny Daniels. Wszyscy ocenili spotkanie jako bardzo owocne i przebiegające w miłej atmosferze. Podobno spotkanie było pełne wzajemnego zrozumienia, szkoda tylko, że było to zwykłe spotkanie bez większego znaczenia.
