7-letnia Hania nazywa swojego guza mózgu "ciamajdą", jest bowiem pewna, że wygra walkę z chorobą.
7-letnia Hania nazywa swojego guza mózgu "ciamajdą", jest bowiem pewna, że wygra walkę z chorobą. Archiwum prywatne

Ojciec Hani jest lekarzem i pomaga pacjentom na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Krakowie. Teraz pomocy potrzebuje jego 7-letnia córka, która ma nieoperacyjnego guza pnia mózgu. Akcja zyskała duży odzew, jest prowadzona na portalu siepomaga.pl, wspierają ją też lekarze, artyści oraz aktorzy.

REKLAMA
Jedyną nadzieją dla Hani jest eksperymentalne leczenie w nowojorskim szpitalu, który zaproponował wszczepienie do guza monoklonalnego przeciwciała. Szansa na sukces będzie tym większa, im krótsza będzie przerwa między zakończeniem radioterapii a zabiegiem wszczepienia przeciwciała. Chodzi o to, by zdążyć przed powtórnym atakiem. Ostatni cykl radioterapii Hania zakończyła w lipcu.
Wyjazd będzie jednak niemożliwy dopóki szpital nie dostanie całości kosztów leczenia, które są szacowane na 150 tys. dolarów (ponad 540 tys. zł) i to, jeśli założymy, że jednorazowe wszczepienie przeciwciała okaże się wystarczające. Pieniądze dla Hani są zbierane na portalu siepomaga.pl pod tym adresem. Internauci zareagowali błyskawicznie, bo zebrali już 90 procent kwoty (stan na godz. 9.30), mimo że akcja trwa zaledwie od trzech dni. Można więc przypuszczać, że cel zbiórki zostanie osiągnięty jeszcze dziś, co jest wielkim sukcesem, bowiem czas trwania zbiórki zaplanowano do 30 września.
Hania jest dzielna, nazywa swoją chorobę "ciamajdą", bo jest pewna, że ją pokona. Historia dziewczynki poruszyła kolegów lekarza. Zorganizowali akcję sygnowaną hashtagiem #szansadlahani. Rzeczniczka szpitala napisała na Facebooku, że skoro tata Hani przyjął rano na SOR-ze ponad 100 pacjentów, to trzeba pomóc mu w walce o zdrowie córeczki.