
Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła 17 szpitali psychiatrycznych w całej Polsce. Wnioski są alarmujące: pacjentów często zamyka się w izolatkach "na wszelki wypadek", nie podaje się im jedzenia, nie wypuszcza do toalety. W psychiatrykach brakuje podstawowego wyposażenia: mydła i papieru toaletowego.
Zgodnie z prawem każdy przypadek stosowania przymusu wobec pacjenta musi być odnotowany w dokumentach. Przymus wolno stosować przez sześć godzin. Jak to wygląda w praktyce? Raportowi przyjrzeli się dziennikarze "Wyborczej"
Zdarza się, że pielęgniarki, spodziewając się kłopotów ze strony pacjenta, tak na wszelki wypadek zamykają go w izolatce lub podają leki. Bez zlecenia lekarza. To nielegalne, ale to normalka. Lekarzom jest na rękę, bo nie są wzywani w nocy. Obiecują, że przyjdą wypisać zlecenie rano, ale już o tym nie pamiętają, bo pędzą do innej pracy. Kontrola dyrektora to już zupełna fikcja. Niczego się nie sprawdza, tylko podpisuje kwitki.
W raporcie NIK czytamy, że w połowie historii chorób nie ma wzmianki o tym, że w unieruchomieni w izolatkach pacjenci byli uwalniani co cztery godziny (tak stanowi prawo), by móc się załatwić, napić i zjeść. Na przykład na oddziale psychiatrycznym szpitala w Chrzanowie w ośmiu z dziewięciu badanych przypadków decydowano o zamknięciu pacjentów od razu na 24 godziny.

