
Księża, dotychczas otwarcie popierający władzę, ostatnio jakby ucichli. Coraz wyraźniej słyszalne są za to głosy hierarchów Kościoła, którzy wytykają partii rządzącej m.in. to, że trzeba "szanować ład konstytucyjny". Prymas Polak, biskup Pieronek, ksiądz Boniecki – to tylko przykłady odważnych i szczerych duchownych. Czy to oznacza, że ludzie "przestaną mieć wrażenie, że Kościół jest PiS-owski"?
Uśmiechy na twarzach prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy tłumnie przybyli na Jasną Górę, gasły z każdym kolejnym słowem prymasa Polski Wojciecha Polaka. Duchowny w homilii podczas obchodów 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej powiedział: "Mamy szanować ład konstytucyjny, który jest gwarantem naszego bycia razem, a nie nadwerężać go czy omijać. Mamy w prawdziwym i szczerym dialogu szukać rozwiązań, które nie byłyby kierowane przeciw komukolwiek, ale w trwały i zrozumiały sposób reformowały instytucje służące ludzkiemu dobru i sprawiedliwości". – To głos pozytywnie wyróżniający się wśród polskich biskupów. Polski Kościół w swojej masie wypowiada się w oderwaniu od rzeczywistości, od demolowanej demokracji. A obecny rząd przyznający się do katolicyzmu rozmija się z głosem głowy Kościoła, czyli z głosem papieża Franciszka – mówił Jarosławowi Karpińskiemu prof. Stanisław Obirek, były jezuita, obecnie wykładowca w Ośrodku Studiów Amerykańskich na Uniwersytecie Warszawskim.
To nie pierwszy raz, gdy prymas Polski pozwolił sobie na krytykę obozu władzy. I w ostatnim czasie nie jest jedyny. Coraz głośniej słychać, jak hierarchowie Kościoła wbijają partii rządzącej szpilę, i mniej lub bardziej otwarcie krytykują jej działania. Biskup Tadeusz Pieronek bije na alarm, że "łamanie konstytucji przez jej stróży jest łajdactwem". – To jest wielki dramat tych, którzy zamiast strzec konstytucji, łamią ją raz po raz – powiedział w "Kropce nad i" w TVN 24. W słowach nie przebierał: – W dodatku domagają się, żeby zrobić nową konstytucję, by zatwierdzić te swoje łajdactwa, które dotąd popełnili – podkreślił. Bronił Lecha Wałęsy i wprost mówiło o tym, jak obecna władza dzieli Polaków.
Biskup Tadeusz Pieronek
w "Kropce nad i" TVN 24

O tym samym, w tej samej stacji mówił zresztą "odkneblowany" po 6 latach ksiądz Adam Boniecki. On także za podziały w społeczeństwie wini polityków. – Jesteśmy na tyle głupi, że wchłaniamy propagandę, dajemy się podzielić – stwierdził. Uznał, że ludzie którzy nie popierają PiS mają wątpliwości, czy Kościół rzymskokatolicki ciągle jest ich Kościołem. Nieco dosadniej na słowa premier Beaty Szydło o "wyreżyserowanych protestach" zareagował ksiądz Wojciech Lemański.
Piotr Żyłka
redaktor naczelny Deon.pl
Przez niektórych zwolenników prawej strony sceny politycznej, ksiądz Boniecki, biskup Pieronek czy ksiądz Lemański już nazywani są "zwykłymi łachudrami". Są też opinie, że sprzed ich nazwiska należy wymazać słowo ksiądz. Dobra zmiana dla Kościoła Bo dotychczas panowało przekonanie, że to PiS zawłaszczył sobie również Kościół, a wszyscy duchowni przyklaskują działaniom tej partii. W końcu Jarosław Kaczyński za zwycięstwo wyborcze podziękował ojcu Tadeuszowi Rydzykowi (który jest hojnie dotowany przez spółki skarbu państwa). A abp Stanisław Gądecki zaraz po objęciu władzy przez PiS stwierdził, że "nastąpił ogromny przełom". – Po wojnie nie było jeszcze takiego zjednoczenia państwa i Kościoła – te słowa zapamiętało wielu. Stąd zapewne wzięło się przekonanie, że – cytując księdza Bonieckiego – "ludzie, patrząc na księży, proboszczów, biskupów, mają wrażenie, że Kościół jest pisowski".
Ale wielu sądzi, że ostatnie komentarze hierarchów Kościoła to zimny prysznic dla władzy i próba zerwania z tym jakże symbiotycznym związkiem Kościoła i państwa PiS. Dwie godziny po ogłoszeniu prezydenckich wet, poparł je bp Gądecki (mowa o ustawach o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa). Mało tego, w wywiadzie dla prawicowego tygodnika "Do Rzeczy" stwierdził: "Choć polska demokracja winna radzić sobie sama z politycznymi kryzysami, to jednak – w celu zapobiegania i łagodzenia możliwych konfliktów – doświadczenie Kościoła może być użyteczne dla państwa". Wcześniej abp Leszek Głódź zachęcał do przyjmowania uchodźców, do czego bardzo zniechęca polski rząd.
Wielu ma wątpliwość, czy księża powinni w ogóle zabierać głos w sprawach politycznych. Pytam o to redaktora naczelnego Deon.pl Piotra Żyłkę. – Jeśli są ważne i trudne sytuacja społeczne, to hierarchowie Kościoła powinni zabierać głos. Nie chodzi oczywiście o popieranie jednej albo drugiej partii, tylko jasne powiedzenie, że to wszystko już za daleko zaszło, że nie można tak szczuć ludzi na siebie. Rolą biskupów jest powiedzenie rozemocjonowanym politykom: "Panowie politycy, opanujcie się. Nie jesteście tu, żeby sobie skakać do gardeł. Macie służyć społeczeństwu i szukać porozumienia. Waszą rolą jest budowanie wspólnoty, a nie niszczenie jej" – odpowiada. Rozbrat Kościoła i władzy PiS? Ksiądz Kazimierz Sowa nie jest zaskoczony wypowiedziami prymasa Polaka, biskupa Pieronka, czy ks. Bonieckiego.
ks. Kazimierz Sowa
Również Piotr Żyłka podkreśla, że jest wielu księży, którzy kibicują obecnej władzy. Ale to jeszcze o niczym nie świadczy, bo – jak podkreśla Żyłka – głosy najważniejszych osób w polskim Kościele pokazują, że nie jest on wcale pisowski. Jego zdaniem są też tacy, którzy nie chcą sojuszu "ołtarza z tronem". – Kiedy spojrzymy na dwie najważniejsze osoby w polskim kościele, czyli na prymasa i przewodniczącego Konferencji Episkopatu, to oni pokazują, że Kościół to nie jest ani lewą, ani prawą strona sporu. Kościół ma swój autonomiczny głos i powinien brać udział w debacie publicznej. Szczególnie wtedy, kiedy potrzebne jest uspokojenie nastrojów i wezwanie do pojednania – podkreśla Żyłka.
