
Czterej członkowie zespołu Decapitated usłyszeli zarzut zbiorowego gwałtu na Polce, która wraz z koleżanką przyszła na koncert grupy a po jego zakończeniu rozmawiały z muzykami i zostały zaproszone do ich autobusu. Tak zeznała domniemana ofiara gwałtu policjantom. Teraz sami członkowie Decapitated zabrali głos na Facebooku. Wcześniej ich zeznania były rozbieżne.
REKLAMA
W komunikacie wydanym w języku angielskim napisali, że choć nie są doskonałymi ludźmi, to nie są też gwałcicielami i porywaczami. Zdecydowanie zaprzeczyli zarzutom, które się przeciwko nim pojawiły.
Poprosili o to, by nie osądzać ich, zanim sprawa nie zostanie wyjaśniona. Wszelkie zeznania i dowody świadczące o ich niewinności mają złożyć we właściwym czasie. Zdecydowali się odwołać trasę koncertową.
Domniemana ofiara gwałtu ujawniła wstrząsającą relację z zajścia po koncercie Decapitated policji. W pewnym momencie w autobusie grupy miało jej się zrobić niedobrze, skorzystała więc z toalety. Tam udał się za nią jeden z członków zespołu. Z protokołu wynika, że szarpała się z napastnikiem, a ten wykręcił jej rękę i przycisnął do zlewu. W lustrze nad zlewem miała widzieć, jak gwałcą ją na zmianę członkowie zespołu. Jej koleżanka potwierdziła jej zeznania. Powiedziała policji, że gwałtu dokonano na jej oczach.
Zeznania członków Decapitated były dotychczas rozbieżne. Jeden po pokazaniu mu zdjęcia dziewczyny twierdził, że jej nie zna. Drugi zeznał, że widział dwóch kolegów, którzy uprawiali seks z kobietą. Trzeci potwierdził, że do autobusu przyszły dwie fanki.
Deathmetalowa grupa Decapitated istnieje od 1996 r. Podczas tegorocznej trasy w USA promowała swój nowy album pt. "Anticult".
