Czego nie pokazano w nowym spocie z cyklu "Sprawiedliwe sądy". Sędzia z Gorzowa: Nieprawdziwe zarzuty!

Nowy spot w kampanii "Sprawiedliwe sądy" – ile w nim prawdy?
Nowy spot w kampanii "Sprawiedliwe sądy" – ile w nim prawdy? Fot. Polska Fundacja Narodowa
W głośnej kampanii "Sprawiedliwe sądy" wykorzystano historię rodzeństwa z Gorzowa, które po śmierci matki miał skrzywdzić sąd – rodzeństwu nie przyznano prawa opieki nad najmłodszym dzieckiem. W materiale nie znalazła się jednak relacja drugiej strony. – To są nieprawdziwe zarzuty. Nikt nie działa ku temu, żeby skrzywdzić te dzieci – mówi naTemat sędzia Artur Baniowski, wiceprezes Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie toczy się postępowanie.


Wydźwięk nowego spotu Polskiej Fundacji Narodowej jest jasny: sędziowie nie tylko są zdegenerowani (słynna historia o kradzieży kiełbasy z pierwszego filmu), ale i potrafią krzywdzić rodziny oraz dzieci. – Jesteśmy najbliższą rodziną Izy, a sąd traktuje nas jako gorszą kategorię – mówi na nagraniu dziewczyna z rodziny Małeckich.


Maryla, Paulina i Krzysztof po śmierci matki walczą o prawo do opieki nad młodszą, 9-letnią siostrą Izabelą. Na filmie tłumaczą, że sąd uznał, iż rodzeństwo nie ma odpowiednich warunków, choć przeprowadzony został generalny remont mieszkania. Że stać ich na to, by zająć się dziewczynką. Że "obca osoba" ogranicza im kontakt z siostrą. "Z Sądem Rejonowym w ogóle nie ma współpracy, za każdym razem, gdy chcemy mieć kontakt z siostrą, musimy pedałować do Sądu Okręgowego" – twierdzi Maryla Małecka.


– Sąd jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo dziecka, jeśli druga instancja orzeknie, że Iza ma zostać tam gdzie jest, to opiekun prawny i sąd mają pełne działania na to, żeby zrobić z Izą wszystko – przekonuje.

NaTemat poprosiło o komentarz innych bohaterów tej sprawy, których zdania nie uwzględniono w materiale. Rozmawialiśmy z przedstawicielami Sądu Rejonowego, Sądu Okręgowego w Gorzowie oraz z Jackiem Mataczyną, opiekunem prawnym 9-letniej Izy. Oto, czego się dowiedzieliśmy, a co nie znalazło miejsca w kampanii "Sprawiedliwe sądy".

1. "Dziecko nie było odbierane rodzeństwu"

– Dziecko przebywa w rodzinnym domu dziecka. Wszystkie dzieci z tej rodziny zostały wychowane w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Nigdy nie było sytuacji, że ta dziewczynka była odbierana rodzeństwu – mówi naTemat Artur Baniowski, przewodniczący wydziału rodzinnego i nieletnich Sądu Rejonowego w Gorzowie.


– Wszystkie dzieci trafiły do placówki na skutek alkoholizmu ojca i choroby psychicznej matki. W 2014 roku toczyło się postępowanie z wniosku Maryli Małeckiej o ustanowienie opieki prawnej nad dziewczynką, ale sąd wniosek oddalił. Poźniej toczyło się postępowanie o ustanowienie opieki prawnej i pojawił się pan Jacek, do którego dziecko trafiło – tłumaczy.

Jak zaznacza, dwie siostry Izy złożyły dwa wnioski o umieszczenie 9-latki u nich. - Są to konkurencyjne wnioski, złożone osobno. Sędzia prowadzi postępowanie dowodowe, są zlecone badania psychologiczne – dodaje sędzia Baniowski.

2. Alkoholizm, 8 osób w dwóch pokojach

Czy były podstawy do tego, by po śmierci matki odrzucić wniosek rodzeństwa o opiekę nad Izą? O tym mówi Jacek Mataczyna, dyrektor Rodzinnego Domu Dziecka w Gorzowie, gdzie przebywa dziewczynka.

– Rodzeństwo mieszka w dwupokojowym mieszkaniu, w którym mieszka osiem osób. Razem z Izą mamy 9 osób. Można sobie wyobrazić, jakie to są warunki, mimo że rzeczywiście oni zrobili ten remont. Co więcej, biologiczny ojciec, który nadużywał alkoholu (z tego powodu wcześniej zabierano dzieci), wciąż mieszka z rodzeństwem w tym mieszkaniu – przekonuje Mataczyna.

Ujawnia, że nie tylko on jest atakowany przez rodzeństwo. – Gdy ich biologiczna matka zmarła w 2013 roku, rodzeństwo bardzo mocno walczyło z ciocią, która w tamtym czasie była rodziną zastępczą dla Izy. Nękali ją. Potem ciocia sama zaszła w ciążę, urodziła dziecko i w tym momencie Iza po decyzji sądu trafiła do mnie – opowiada.

3. "Pokażę zeszyt przepustek"

W materiale kampanii "Sprawiedliwe sądy" jest mowa o tym, że "opiekun prawny", czyli właśnie Jacek Mataczyna, utrudnia rodzeństwu kontakt z siostrą. Sam zainteresowany twierdzi, że "panie notorycznie kłamią".

– Nikt tego kontaktu nie utrudnia. Mam zeszyt przepustek, w którym jest wpisane, kiedy Iza miała przepustki. Muszę udowadniać, że białe jest białe? Ostatni raz była u siostry od 21 do 27 sierpnia, wcześniej w okresie wakacyjnym była na zaplanowanych wakacjach w USA. Jeszcze wcześniej odwiedzała siostrę 14-17 czerwca, 10-11 czerwca, 27-28 maja, 13-14 maja. Tak możemy ciągnąć dalej, bo Iza przebywa u nas od 2015 roku – mówi dyrektor domu dziecka.

Sędzia Baniowski: – Pani Maryla, czyli siostra, ma ustalone kontakty na jeden weekend w miesiącu z noclegiem, plus na jeden weekend dziecko zabiera ciotka. W zależności od kolejnych wniosków pani Maryli są też urlopowania na okresy świąteczne. Czy można mówić o utrudnianiu kontaktu? Nie, pan Jacek prowadzi dom dziecka, gdzie jest ośmioro dzieci. Jemu naprawdę zależy, żeby z tego dziecka wyrosła wartościowa osoba.

4. Sąd Okręgowy nic nie wie

W całej sprawie pojawia się również postać prezesa Sądu Okręgowego, do którego musi "pedałować" rodzeństwo Izy, bo nie może liczyć na współpracę Sądu Rejonowego. Co na to prezes SO w Gorzowie?

– Sprawuję nadzór natury administracyjnej. Nie mam możliwości, żeby ingerować w decyzje Sądu Rejonowego. Sprawa jest w toku, teraz jest kolejny wniosek rodzeństwa, który zostanie niebawem rozstrzygnięty. Pani, o której mowa [Maryla Małecka] ma taką opinię, takie stanowisko, na które ja wpływu mieć nie mogę - komentuje dla naTemat sędzia Roman Makowski.

Czy przyjmuje siostrę Izy? – Na pewno nie w ostatni okresie czasu, to jest wykluczone. Może wcześniej, ale przyjmuję tylu petentów, że musiałbym szczegółowo ustalić. Pani zapewne myśli, że prezes Sądu Okręgowego może sterować innymi sądami. To błąd – zaznacza.

5. "Jedna wartościowa osoba"

Z tych wypowiedzi wyłania się nieco inny obraz sprawy, niż ten przedstawiony przez Polską Fundację Narodową. Moi rozmówcy przekonują, że rzeczywiście były podstawy do nieprzyznania rodzeństwu prawa do opieki, dziecku nie dzieje się krzywda, a kontakt z nim wcale nie jest utrudniony.

– Nikt nie działa ku temu, żeby skrzywdzić dziecko. Wszystkim nam zależy, by z tej rodziny wyszła choć jedna wartościowa osoba – kwituje sędzia Artur Baniowski.

Zapytałem także Marylę Małecką, co sądzi o wersji przedstawionej przez innych uczestników tego sporu. – To jest tylko i wyłącznie wina sądu, nie nasza. Wszystko, co było w tym spocie, to jest stuprocentowa prawda. To nie jest pod publikę, to nie jest jakieś pisowskie. My musimy do prezesa Sądu Okręgowego trzy, cztery razy pod rząd jeździć, żeby on wpłynął na Sąd Rejonowy. Dlaczego nie możemy mieć normalnego kontaktu z siostrą? – odpowiedziała.

Rozstrzygnięcie sprawy Izabeli Małeckiej nastąpi w listopadzie przed Sądem Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim.