Lekarze upierali się, że mężczyźnie nic nie jest. Wkrótce po tym, jak odesłali go do domu, zmarł na klatce schodowej.
Lekarze upierali się, że mężczyźnie nic nie jest. Wkrótce po tym, jak odesłali go do domu, zmarł na klatce schodowej. fot. Tomasz Rytych / Agencja Gazeta

Czy lekarze dopuścili się nieumyślnego spowodowania śmierci przez odmowę leczenia? Tę sprawę bada właśnie giżycka prokuratura. Chodzi o śmierć 86-letniego mężczyzny z Węgorzewa na klatce schodowej. Pół godziny wcześniej lekarze ze szpitalnego oddziału ratunkowego stwierdzili, że nic mu nie jest i mimo protestów syna wysłali go do domu.

REKLAMA
Organy ścigania zawiadomił właśnie syn zmarłego, Adam Fedusio. Tragedia rozegrała się w nocy z 6 na 7 września. Wieczorem syn zauważył, że jego ojciec bardzo źle się czuje. "Zauważyłem, że ojciec traci świadomość, w pewnej chwili zorientowałem się, że jego serce się zatrzymało. Zacząłem reanimować ojca, natychmiast też wezwaliśmy pogotowie ratunkowe" – opisuje Adam Fedusio. Ratownicy zdecydowali, że trzeba zabrać starszego mężczyznę na szpitalny oddział ratunkowy.
I właśnie tam zaczęły się schody. Najpierw okazało się, że chory musi czekać dwie godziny, aż ktoś się nim zajmie. Potem dyżurujący lekarze stwierdzili, że staruszkowi nic nie dolega i powinien wrócić do domu. Syn protestował wskazując, że kilka godzin wcześniej reanimował ojca, więc jego stan jest poważny. Lekarze jednak obstawali przy swoim. Ojciec zmarłego mówi, że gdy prosił by zostawili go w szpitalu, to napotkał na "mur obojętności".
Jednak lekarze uparcie odsyłali jego ojca do domu, więc syn zabrał ojca. Jednak staruszek nie zdołał dojść do swojego mieszkania. Zasłabł na klatce schodowej i pomimo reanimacji zmarł. Sprawą zajmuje się teraz prokuratura w Giżycku. Bierze pod uwagę możliwość, że lekarze dopuścili się nieumyślnego spowodowania śmierci przez odmowę hospitalizacji.
źródło: gazetagizycka.pl