Czy głośne zatrzymanie fotoreportera "Gazety Wyborczej" Grzegorza Celejewskiego było motywowane chęcią zemsty? (Zdjęcie stanowi jedynie ilustrację do materiału).
Czy głośne zatrzymanie fotoreportera "Gazety Wyborczej" Grzegorza Celejewskiego było motywowane chęcią zemsty? (Zdjęcie stanowi jedynie ilustrację do materiału). Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Katowicki fotoreporter "Gazety Wyborczej" Grzegorz Celejewski w minionym tygodniu w kuriozalnych okolicznościach został na ponad dobę aresztowany przez policję pod zarzutem, który w kilka chwil upadł w sądzie. Teraz Celejewski szczegółowo opisuje, jak duże sił i środki służba podległa szefowi MSWiA Mariuszowi Błaszczakowi zaangażowała w jego sprawę. I sugeruje, że wykorzystanie pierwszej okazji do wtrącenia go za kraty mogło być małostkową zemstą.

REKLAMA
Sprawa zaczęła się 14 września, gdy Grzegorz Celejewski przygotowywał się do fotografowania meczu Ruchu Chorzów z GKS Tychy. A zakończyła 25 godzin później, gdy fotoreporter "Gazety Wyborczej" z wyrokiem uniewinniającym opuszczał sąd. W międzyczasie był jednak bez przerwy więziony i kilkukrotnie poddawany poniżającym procedurom.
A wszystko dlatego, że, gdy przy wejściu na stadion ochroniarz ze stadionu Ruchu Chorzów kazał mu wyłożyć wart kilkadziesiąt tysięcy złotych sprzęt na gołą ziemię, a fotoreporter grzecznie poprosił o jakikolwiek stolik. Ważne w tej sprawie jest także to, iż Grzegorz Celejewski w tym miejscu jest świetnie znany i nikt przypadkowo z terrorystą lub kibolem nie mógł go pomylić. Jednak kilka chwil po odmówieniu wyłożenia aparatów na ziemię fotoreporter właśnie tak został potraktowany.
Ochrona wezwała bowiem policję, a funkcjonariusze szybko zdecydowali o zatrzymaniu pracownika "Gazety Wyborczej" i postawieniu mu zarzutów. Ostatecznie domagano się zasądzenia wobec niego 2 tys. zł grzywny i wydania zakazu uczestnictwa w imprezach masowych na dwa lata.
Gdy Celejewski wreszcie trafił przed sąd (w trybie przyspieszonym niczym kibol), w kilka chwil sędzia przyznał, że fotoreporter miał prawo poprosić o cywilizowane warunki do okazania wartościowego sprzętu. W kilka chwil uniewinniono go od zarzutów. Co więcej, sąd wskazał, że jeśli policja chciała upierać się przy oskarżeniu Celejewskiego, to można było wzywać go z wolnej stopy i przeprowadzić papierkową procedurę, za którą odpowiada zwykle jeden funkcjonariusz.
Tymczasem dziś na łamach "Gazety Wyborczej" fotoreporter ujawnia, z jakim rozmachem policja zajmowała się jego uwięzieniem. Celejewski wyliczył, że łącznie zaangażowano aż 17 funkcjonariuszy, którzy "opiekowali się" nim na różnych etapach sprawy. A dlaczego to wszystko się wydarzyło? "Być może, by odpłacić za nagłośnienie przez "Gazetę Wyborczą" i inne śląskie media akcji chorzowskiej policji, podczas której funkcjonariusze udawali fotoreporterów, zatrzymując kibiców" - stwierdza Grzegorz Celejewski w swoich świeżych wspomnieniach zza krat.