Od 30 października mają się zmienić przepisy dotyczące przeprowadzania przeglądów rejestracyjnych.
Od 30 października mają się zmienić przepisy dotyczące przeprowadzania przeglądów rejestracyjnych. Fot. Rafał Mielnik / AG

Od kilku lat przegląd rejestracyjny pojazdu na stacji diagnostycznej wygląda tak, że podstawia się samochód, diagnosta go sprawdza, po czym bierze dowód, stempluje (lub nie), inkasuje 98 zł i życzy szerokiej drogi. Wkrótce ma to się zmienić, a drogi rzeczywiście może będą szerokie, gdy połowa aut nie przejdzie przeglądu.

REKLAMA
O patologiach napisano już pewnie całe tomy. Widzieliście wczoraj tego starego diesla, za którym ciągnęła się czarna chmura spalin? A może byliście świadkiem, jak samochód zatrzymał się na kilka centymetrów przed pieszym z powodu „trochę niesprawnych” hamulców? Klapa bagażnika zamykana na haczyk i przewiązana sznurkiem czy urwana wycieraczka to często jedna z najmniej ważnych usterek w pojazdach poruszających się na polskich drogach. Często pada pytanie, jakim cudem te auta przechodzą przegląd rejestracyjny. Spokojnie, już niedługo.
Założenia za którymi stoją zmiany w przepisach są proste – skoro w Niemczech co 6 samochód nie przechodzi za pierwszym podejściem przeglądu rejestracyjnego, a w Polsce co 50., to znaczy, że albo ściągamy z Niemiec wszystkie najlepsze auta, albo w naszym systemie diagnostycznym jest jakaś dziura, przez którą wszystkie „rumple”, „rzęchy” i „strucle” przejeżdżają bez większego problemu. Od 30 października ma być jednak inaczej. Każdy wynik badania technicznego ma natychmiast trafiać do bazy Centralnej Ewidencji Pojazdów.
To nie wszystko – do tych informacji będzie miała dostęp policja, co ma sprawić, że właściciele stacji diagnostycznych będą mniej chętni do przepuszczania za drobną opłatą niesprawnych pojazdów. Żeby dodatkowo ich zmotywować do uczciwej pracy, nadzór nad stacjami ma przejść ze starostów na władze centralne, a kontrole będą przeprowadzane przez inspektorów z Transportowego Urzędu Technicznego.
Podobno jeszcze nie wymyślono takiego przepisu prawa, którego zaradny Polak nie potrafiłby obejść, niemniej może się w dłuższej perspektywie czasu okazać, że właściciele warsztatów samochodowych będą mieli więcej pracy, a widok „parowozu” zostawiającego za sobą chmurę dymu będzie należał do rzadkości.
źródło: Gazeta.pl