
Spoglądając na księgarską półkę z autorami na literę M, wielu fanów powieści kryminalnych automatycznie sprawdza, czy przypadkiem nie ma tam “nowego Mankella”. O tym, że autor, który zmarł dwa lata temu, już niczego nowego nie wyda, przypominają sobie dopiero chwilę później. Jeśli też macie taki odruch, przygotujcie się na niespodziankę. Okazuje się, że polska bibliografia Henninga Mankella była uboższa o jedną pozycję, która właśnie pojawiła się w księgarniach.
Jego najwcześniejsze wspomnienia wiązały się z odległością. Między nim a matką, między matką a ojcem, między podłogą a sufitem, radością a niepokojem. Całe jego późniejsze życie również skupiało się na odległości, na mierzeniu jej, na skracaniu albo wydłużaniu. Był samotnym człowiekiem nieustannie poszukującym odległości, dążącym do jej opisania lub też odczytania jej pomiaru.
Był samotnym człowiekiem. Jego samotność była jak przepaść i Larsa Tobiassona-Svartmana przerażała myśl, że kiedyś w nią runie. Obliczył, że przepaść musi mieć co najmniej czterdzieści metrów głębokości i jeśli będzie chciał mieć pewność, że zginie, będzie się musiał rzucić głową w przód.
Artykuł powstał we współpracy z Grupą Wydawniczą Foksal.