
Debata o budżecie 2018 przebiegała dziś w Sejmie według scenariusza znanego przy Wiejskiej od lat: koalicja zachwalała finansowy plan na kolejny rok, opozycja nie zostawiała na nim suchej nitki. W trakcie debaty bywało burzliwie. Nie zabrakło przy tym argumentów ad personam. Lider Nowoczesnej zebrał od opozycji swoje brawa, gdy z mównicy przypomniał ministrowi finansów coś, o czym ten dzisiaj wolałby nie pamiętać.
"Wicepremier Morawiecki to były doradca Donalda Tuska. Pamiętacie czy nie?" – zwrócił się Ryszard Petru w stronę posłów Prawa i Sprawiedliwości w trakcie sejmowej debaty budżetowej. Gdy z prawej strony sali rozległy się protesty, Petru wyjaśnił: "ja byłem doradcą Balcerowicza, pan był Tuska" i wskazał na wicepremiera Mateusza Morawieckiego.
Ryszard Petru
Nowoczesna
Petru zwrócił Morawieckiemu uwagę, że teraz krytykuje poprzedni rząd, w którym był doradcą. "To niech pan się zdecyduje, czy tamten rząd był zły, czy ten. A co będzie, jak pan przestanie być wicepremierem – to pan będzie chciał do naszego rządu się zapisać" – pytał Petru i widać było, że tak nabrał tym przemówieniem wiatru w żagle, że aż zaczął snuć plany o rządzie Nowoczesnej.
"Panie doradco Donalda Tuska – proszę się przyznać do tego, że zmienia pan poglądy w zależności od tego, gdzie pan siedzi" – zakończył Petru.
Mateusz Morawiecki w trakcie debaty zachwalał projekt przyszłorocznego budżetu. Zapowiedział m.in. poprawę ściągalności podatku VAT o kolejne 15-20 miliardów złotych i wzrost wydatków na cele społeczne. W 2018 r. pula środków na te cele ma wynieść 75 mld zł. Jak przekonywał Morawiecki, to 4 razy więcej niż za rządów koalicji PO-PSL. – To budżet solidarnościowy, społeczny, a jednocześnie budżet, który służy rozwojowi – zapewniał wicepremier, minister finansów i rozwoju.