
Po godzinnych obradach okazało się, że posłowie z podkomisji do spraw rynku nie bardzo wiedzą, co ma być zamknięte w niedzielę. Przewodniczący komisji Janusz Śniadek zamknął obrady, żeby dać czas parlamentarzystom na bardziej szczegółowe zapoznanie się z projektem ustawy.
We wczorajszych obradach brali udział nie tylko posłowie, ale także grupa ekspertów i lobbystów. Przez godzinę próbowano ustalić kształt pierwszego punktu ustawy, w którym określa się placówki, które nie będą mogły prowadzić handlu w niedzielę. Specjaliści wykazywali, że poselski projekt jest tak sformułowany, że w przyszłości nie będą pracować ani lodziarnie na plażach, ani kawiarnie na ulicach.
Obrady zostały przerwane, posłowie mają wrócić do rozmów dziś około południa. Być może wtedy uda się ustalić dokładną listę placówek zamykanych w niedzielę. Na razie wiadomo, że sklepy mają być otwarte w drugą i czwartą niedzielę miesiąca, chyba że w tym dniu będzie akurat wypadać święto. Otwarte mają też być stacje benzynowe, i to niezależnie od powierzchni sklepu przy stacji. Handlować w niedzielę będą też pracownicy sklepów na dworcach autobusowych, kolejowych, lotniczych, rzecznych i morskich, a także wszystkie placówki, w których przede wszystkim sprzedaje się pamiątki lub dewocjonalia.
W niedzielę mogą też pracować apteki, kioski z prasą, kliniki weterynaryjne i kwiaciarnie. Prawdopodobnie nie będzie też zakazany handel przez internet. Posłowie chcą, żeby dopuścić te witryny, gdzie proces sprzedaży jest zautomatyzowany, ale muszą liczyć się z tym, że UE najprawdopodobniej nie zgodzi się na jakiekolwiek ograniczenia.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
