Kiedy zbliża się kolejna promocja w Rossmannie, zakładam z góry – nie idę. Chyba, że akurat braknie kosmetyku, który zawsze mam "na stanie". Dobrze wiem czym się kończy "pójdę i popatrzę"... Sięganie po droższe marki bez rozeznania, co rzeczywiście warte jest swojej ceny kończyło się zazwyczaj dziesiątkami nietrafionych wyborów. Dlatego tym razem poszłam przygotowana – postanowiłam zebrać kosmetyki do pełnego makijażu z samych perełek, które odkryłam sama, lub polecili mi je znajomi. Tak, by naprawdę skorzystać z promocji i w niższej cenie zafundować sobie ponad przeciętną jakość. Czy się udało? Oczywiście, a nawet znalazłam kilka nowych ulubieńców. Oto 9 kosmetyków, które warto kupić na promocji w Rossmannie.
REKLAMA
CC Cream, Bourjois

Pierwszy krem CC, który naprawdę cenię, ponieważ dobrze wywiązuje się z obu swoich zadań – krycia niedoskonałości i pielęgnacji. Krem wyraźnie wygładza skórę i nawilża, lecz nie pozostawia jej lepkiej, a pigment jest na tyle mocny, że kosmetyk ten "zachowuje się" lepiej niż niejeden podkład. Jednak to, co lubię w nim najbardziej to efekt jednolitej rozświetlonej skóry. Pory stają się niewidoczne, mikro zmarszczki znikają. Jakby krem wchodzi w skórę bez efektu maski. To dobry zamiennik podkładu i doskonałe rozwiązanie, gdy nie chcecie ani się malować, ani prezentować saute. W mojej kosmetyczce obecność obowiązkowa. W regularnej cenie krem Bourjois kosztuje 50,49 zł, w promocji 25,75 zł.
L'Oreal, Color Riche

O Color Riche usłyszałam, gdy szukałam produktów do testu najtrwalszych pomadek "codziennych". Teraz żałuję, że się na nią nie zdecydowałam. Byłaby mocnym konkurentem dla zwycięzcy. To świetny produkt. Mam kremową nr 214. Jest doskonale napigmentowana i gęsta – nie zostawia grudek, ani smug. Jedno pociągnięcie wystarczy, by pokryć usta bez prześwitów, a dwa tworzą taflę pięknego mieniącego się koloru. I co mnie zaskoczyło, jest bardzo trwała. Na szklankach zostawia ledwo zauważalny ślad, a po obiedzie pozostaje nietknięta. Jakość nieporównywalna do wszystkiego, czego dotąd próbowałam z rossmannowych półek. Szkoda, że z promocji w Rossmannie można skorzystać tylko raz, bo wróciłabym po inne odcienie. W regularnej cenie to raczej kosmetyk-prezent (64,99 zł), lecz w promocji (33,14 zł) genialna inwestycja.
Wibo, 3 Steps to Perfect Face

Zawsze byłam ciekawa palet do konturowania. Z jakiegoś powodu wierzyłam, że producent lepiej ode mnie wie, które kolory do siebie pasują i kwestię zastanawiania się czy ten rozświetlacz z tym bronzerem "zagra" mam z głowy. Moje nadzieje częściowo się spełniły. W palecie do konturowania Wibo nie gra tylko bronzer, a właściwie "prasowany puder matujący w kamieniu". Dla mnie jest za jasny, by konturować, a za ciemny by używać go w charakterze pudru. Za to rozświetlacz i róż wyglądają razem super. Są subtelne, ale trwałe i nie mają tandetnych drobinek. Tworzą jednolity połysk, a ich kolory są naturalne, dzięki czemu można ich używać na co dzień. Rozświetlacz daje dokładnie ten sam efekt co popularny Wibo Iluminator, lecz jest trochę bardziej różowy. A róż łudząco przypomina brzoskwiniowe wypiekane róże od Bourjois. 3 Steps To Perfect Face polubiłam też za porządne i ładne opakowanie z dużym lusterkiem. Za 12,64 zł bierzcie bez wahania.
Lovely, Pump Up Mascara

Są takie kosmetyki, którym jestem wierna. To jeden z nich. Taniuteńka maskara dla nastolatek, o której zapas dbam zawsze. Doceniam inne tusze, ale żaden nie pasuje mi tak jak ten. Bardzo zagęszcza, wydłuża i podkręca rzęsy. Jest mocno czarny i gęsty, ale nie skleja. Efekt, jaki daje ten tusz jest rzeczywiście mocno zbliżony do efektu sztucznych rzęs. W dodatku jest trwała, nie osypuje się i nie znika. Jedyną jego mikro-wadą jest to, że po otwarciu dość szybko wysycha (3-4 miesiące). Jednak odświeżanie w szklance z wrzątkiem załatwia sprawę. Cena też rozwiązuje problem – na promocji w Rossmannie kosztuje raptem 6,32 zł.
Bourjois, Healthy Balance Unifying Powder

Chwyciłam go bez dłuższego zastanawiania gdy tylko dotknęłam testera – najmilszy kosmetyk w kamieniu, jaki spotkałam. A po przypudrowaniu nosa na spokojnie, przed łazienkowym lustrem utwierdziłam się w przekonaniu, że to była dobra decyzja. Nie osypuje się, jest w nim wręcz coś kremowego. Jest gęsty, mocno napigmentowany. Krycie imponujące, nie stwarza efektu maski. Wygląda bardzo naturalnie i jest trwały. Wykończenie matowe, choć puder wywołuje wrażenie świeżej, rozświetlonej buzi. Jestem przeszczęśliwa, że go mam. W promocji kosztuje 24,68 zł.
L'Oreal, Perfect Slim by Superliner

Ekspert od hiper precyzyjnej, ultra cienkiej kreski. Idealne narzędzie dla tych z was, które pierwsze doświadczenia z kocim okiem mają jeszcze przed sobą. Końcówka nie jest sztywna jak klasyczne eyelinery w pisaku, ale o niebo łatwiejsza do opanowania niż ten sam kosmetyk w pędzelku. Ryzyko narysowania na powiece linii z postrzępionymi brzegami nie istnieje – liner nie odrywa się od skóry, ale też nie wykonuje niepożądanych ruchów. Zasycha w kilka sekund, stapia się ze skórą i jest idealnie matowy. Bije na głowę wszystkie dotąd znane mi eyelinery. Nawet mój ulubiony Glam'eyes od Rimmel. W regularnej nie jest tak drogi jak można byłoby się spodziewać po jego jakości i marce – kosztuje 37,79 zł. Dlatego o połowę tańszy (19,28 zł) w Rossmannie to okazja nie do przecenienia.
Wibo, Go Nude Smoky Edition

Bardzo zimna paleta, czyli taka, jakie lubię najbardziej. Choć wiem, że najlepszej jakości niedrogie cienie do powiek oferuje MakeUp Revolution (ledwo odbiegają od kultowych pierwowzorów), wybrałam zestaw od Wibo, bo nie mogłam się powstrzymać, tak bardzo spodobały mi się kolory i metalowe, solidne opakowanie. Lusterko co prawda mocno zniekształca, za to pędzel dodany w gratisie z okrągłą końcówką jest zupełnie przyzwoity. Przechodząc do samych cieni – rozsądne proporcje matów do błysków i satyny. 12 kolorów, którymi można zrobić szałowy makijaż sylwestrowy, jak i delikatne smoky do pracy. W różnych kolorach – od beżów i złota, przez szarości aż po fiolety.
Cienie nieźle się blendują, trochę osypują i można im zarzucić średnią pigmentację. Jednak widzę w tym sporą zaletę – są bezpieczniejsze w użyciu, a ich cena powoduje, że nie muszą wystarczyć na lata, lecz do kolejnej promocji – zapłaciłam za nie 21,41 zł.
Cienie nieźle się blendują, trochę osypują i można im zarzucić średnią pigmentację. Jednak widzę w tym sporą zaletę – są bezpieczniejsze w użyciu, a ich cena powoduje, że nie muszą wystarczyć na lata, lecz do kolejnej promocji – zapłaciłam za nie 21,41 zł.
Rimmel, Exaggerate Waterproof Eye Definer

Zawsze było mi szkoda pieniędzy na kredki do oczu. Kilka, a nawet kilkanaście razy taniej wychodzą cienie do powiek – żeby uzyskać ten sam efekt wystarczy mieć dobry pędzelek. Poza tym nie trzeba wybierać jednego koloru. Naprawdę, nie znałam ani jednego powodu, dla którego miałabym wydać kilkadziesiąt złotych na kredkę. Jednak lubię przekomarzać się sama ze sobą i podczas zakupów w Rossmannie "sprawdziłam" ich na ręce co najmniej 20. Wybrałam rimmelową, bo spodobał mi się kolor – głęboki granat, ale naturalny, bez efektu papuziego makijażu. I co ciekawe, kolor zmienia się pod wpływem potarcia gąbką – jaśnieje, można go wytrzeć niemal całkowicie, ale nie traci przy tym charakteru. Nie szarzeje, nie blaknie, lecz zmienia ton.
Po przetestowaniu jej na oku, stałam się fanką. Z pewnością nie jest to pierwsza kredka z gąbką w gratisie jako narzędzie do malowania, ale jest na tyle dobra, by uznać, że wydanych nieco ponad 13 zł to cudowna inwestycja. Powód? Można tym szybko i bez "cackania się" zrobić fajne smoky eye zarówno w wersji wieczorowej, jak i codziennej. Dla mnie strzał w dziesiątkę.
Po przetestowaniu jej na oku, stałam się fanką. Z pewnością nie jest to pierwsza kredka z gąbką w gratisie jako narzędzie do malowania, ale jest na tyle dobra, by uznać, że wydanych nieco ponad 13 zł to cudowna inwestycja. Powód? Można tym szybko i bez "cackania się" zrobić fajne smoky eye zarówno w wersji wieczorowej, jak i codziennej. Dla mnie strzał w dziesiątkę.
Wibo, Million Dollar Lips

Na koniec mój jakościowy pewniak w cudownym kolorze. Jeśli jeszcze nie znacie Million Dollar Lips, już wam zazdroszczę. To matowa pomadka w płynie, której możecie zaufać na sto procent. Wciągać ustami makaronowe nitki z tłustym sosem i nic a nic nie przejmować się o ubytki w makijażu – nie ma ich! Super trwała, niemal niewyczuwalna na ustach, a kolor nr 5, najjaśniejszy ze wszystkich, naturalny i elegancki pięknie dopełni mocny makijaż oka i doda wam elegancji na co dzień. W promocji kosztuje 7 zł.
Obserwuj Bliss na Instagramie[block position="indent"]256383[/block]
Obserwuj Bliss na Instagramie[block position="indent"]256383[/block]
