
– Burza nie w łyżce, ale łyżeczce wody. Pierwsze słyszę – mówi poseł Janusz Śniadek, gdy pytam o poprawki do projektu ustawy o ograniczeniach handlu w niedziele. Chodzi konkretnie o zapis sugerujący, że po godz. 14 w Wigilię i Wielką Sobotę np. stacje paliw i apteki będą zamknięte.
12 października wprowadzono poprawki do obywatelskiego projektu ustawy o ograniczeniach handlu w niedziele (druk nr 870 z 22 września 2016 r.). Jak już wiadomo: będzie to możliwe w drugą i czwartą niedziele miesiąca, a także "kolejne dwie niedziele poprzedzające pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Będzie można również handlować w niedzielę bezpośrednio poprzedzającą pierwszy dzień Wielkiej Nocy"– czytamy w projekcie. Do tych informacji wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić. Obecnie najwięcej kontrowersji wzbudził artykuł 8 (w całości poniżej).

Tamara Pokrzywka-Bensalem
adwokat Pokrzywka Bensalem Knecht Bergel Adwokaci Spółka Partnerska
Zaproponowano, by w Wigilię i Wielką Sobotę sklepy otwarte były wyłącznie do godziny 14. "Handel i wykonywanie czynności związanych z handlem po godzinie 14 jest zakazane" – zaznaczono. I nie dopuszczono tu żadnych wyjątków. Czyli – według autorów projektu – w te święta po godzinie 14. zamknięte byłyby także np. stacje benzynowe i apteki. To natychmiast wzbudziło dyskusję. Z jednej strony pojawiają się głosy: "dobrze, wreszcie na spokojnie będzie można się przygotować do Wigilii". Ale zdaje się, że więcej jest takich: "Wszystko fajnie, ale jak dojadę na święta jak mam 800 kilometrów do domu”?; "Jak kupię antybiotyk, jeśli mojemu dziecku coś się stanie".
Kary za nieprzestrzeganie tych przepisów miałyby być surowe: od 1 tys. do 100 tys. zł. Ustawa ma obowiązywać od stycznia 2018 roku. Ten obywatelski projekt przygotował Komitet Inicjatywy Ustawodawczej, w którego skład wchodzi m.in. NSZZ "Solidarność". "Ten pomysł to bzdura" "Nie dojadę na święta do domu"; "Z kanistrem benzyny w samochodzie będę jeździł?"; "Zaczną się zwolnienia w handlu, zacznie się płacz" – burzą się internauci. Inni ironizują: "Może handel zostanie przeniesiony na parafię?". Jeszcze inni zadają praktyczne pytania: "Wszystko fajnie ale jeżeli będę jechał w Święta Bożego Narodzenia do rodziny oddalonej o 800-1000 kilometrów, to jak dojadę? Mam brać paliwo w kanister czy co?". Pracownik stacji paliw mówi nam wprost: – Ten pomysł to bzdura. I za moment rozwija: – Rozumiem, że sklepy mogą być pozamykane, ale stacje paliw? W Wigilię mamy duży ruch, klientów mamy do późna. Ludzie bardzo dużo podróżują w święta – podkreśla.
– Zdarza się przecież, że w Wigilię ktoś jedzie z jednego końca Polski na drugi. Może się też przecież wydarzyć coś, czego nie zaplanowaliśmy. Ale z drugiej strony, to doskonale rozumiem też pracowników stacji, przecież każdy chce mieć wolne w święta – mówi nam Longina Kaczmarek, rzecznik praw konsumenta w Szczecinie.
Marcin mieszka i pracuje w Warszawie, ale co roku przemierza prawie 600 kilometrów, by dotrzeć na Wigilię do rodzinnego domu. – Świetnie, że ludzie mieliby wolne i mogliby spędzić ten ważny dzień z rodziną. Ale nie wyobrażam sobie, że od tej godziny w Wigilię do rana w pierwszy dzień świąt nie można byłoby zatankować. Przecież ludzie jeżdżą w święta, często po kilkadziesiąt, kilkaset kilometrów z jednej kolacji na druga, odwiedzają się – zauważa. "Tak być nie powinno" Zdaniem wielu należy pójść na kompromis i znaleźć ewentualne rozwiązanie. – Jeśli zamkniemy apteki, a ktoś będzie musiał wziąć antybiotyk? To się odbije szkodą na zdrowiu. Nie można wylać dziecka z kąpielą, czyli definitywnie albo tak, albo tak. Można wypośrodkować i znaleźć satysfakcjonujący dla obu stron kompromis – uważa Longina Kaczmarek.
Jakub Bogucki
analityk rynku paliw w rozmowie z naTemat
Poprosiliśmy o komentarz pracowników Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Słusznie odesłali nas do autora obywatelskiego projektu. Janusz Śniadek nie znajduje wiele czasu na rozmowę. – Nie sposób przy każdej tego rodzaju regulacji robić całą wykluczającą specyfikację – tłumaczy nam. – Jeśli jest ryzyko, jak pani mówi (zamknięcie stacji benzynowych i aptek po godz 14. w oba święta – red.), to jest sporo czasu, by to poprawić. W każdym razie nie powinno tak być. To trochę burza nie w łyżce, a łyżeczce wody – mówi nam poseł Prawa i Sprawiedliwości. Ale konkretnej deklaracji nie składa.
Pytamy więc specjalistów, czy ustawa w takim brzmieniu mogłaby wejść w życie. Zdaniem prawnika Pawła Miłkowskiego ani w obecnym kształcie, ani podanym terminie nie ma na to najmniejszych szans. W jego opinii sam projekt nie tyle narusza prawo konsumenckie, ile prawo do oferty. – Oferty, która jest rozumiana jako zdecydowane zaproszenie do zawarcia umowy, które w tym wypadku ma przede wszystkim znaczenie w stosunku do obiektów użyteczności publicznej, jakimi niewątpliwie są np. apteki czy stacje benzynowe. W tym miejscach każdego dnia zawiera się umowy, których znaczenia nie sposób przecenić – wyjaśnia Miłkowski.
Paweł Miłkowski
prawnik
Podobnego zdania jest zresztą prawnik Jakub Dziekciowski: – Nie mielibyśmy tu do czynienia z niezgodnością z prawem. Są to wartości wyższe. Prawo konsumenckie jest prawem rangi ustawowej, więc generalnie ustawą możemy je zmienić.
