
Związkowcy Służby Więziennej ujawnili, co robił w godzinach pracy obecny wiceprzewodniczący komisji ds. reformy więziennictwa. Chodzi o czasy, gdy pracował jeszcze w Kaliszu. Gdy prokuratorskie śledztwo po ich zawiadomieniu zostało umorzone, oni sami zostali oddelegowani do bardzo odległych jednostek.
REKLAMA
Kapitan Marcin Strzelec to wiceprzewodniczący zespołu w Służbie Więziennej przy ministrze sprawiedliwości. Komisja opracowuje reformę więziennictwa, a jej przewodniczącym jest Patryk Jaki.
Strzelec wcześniej pracował w służbie więziennej w Kaliszu. Wykonywał tam prywatne zlecenia w godzinach pracy dla prowadzonej przez siebie firmy informatycznej. Po kontroli Centralnego Zarządu Służby Więziennej, wycofano Strzelcowi zgodę na dodatkową działalność zarobkową. Zgłoszono sprawę do prokuratury. Zawiadomienie złożył też Tomasz Nawrocki, szef tamtejszych związkowców służby więziennej.
Prokuratura potem umorzyła śledztwo z braku dowodów, jednak związkowcy ciągnęli temat i zaskarżyli umorzenie do sądu. Ich zdaniem nie odczytano danych z dysku na komputerze Strzelca, bo wcześniej został on wyczyszczony. Jacek Kitliński, dyrektor generalny Służby Więziennej, postawił Strzelcowi zarzuty, między innymi utrudniania postępowania kontrolnego. Strzelec dostał karę nagany, ale postępowanie dyscyplinarne zakończyło się uniewinnieniem od postawionych zarzutów. Tak zdecydował Patryk Jaki.
Teraz związkowcy z Kalisza zostali oddelegowani do pracy w trybie natychmiastowym na odległe placówki, które znajdują się w promieniu od 133 km do 339 km od miejsca ich przeszłej już pracy. Rozkazy przyszły z Warszawy, a wydał je dyrektor Kitliński. W uzasadnieniu napisał, że chodzi o "ważny interes służby". Jeden ze związkowców, Tomasz Nawrocki, powiedział, że jest to pokazanie siły i próba zmuszenia związkowców do milczenia.
źródło: "Rzeczpospolita"
