
Interesującą ocenę premier Beaty Szydło, jej rodziny i sąsiadów w rozmowie z tygodnikiem "Polityka" nakreślił ks. Jacek Przybyła, czyli proboszcz z Przecieszyna pod Brzeszczami, gdzie mieszka aktualna szefowa rządu. Duchowny twierdzi, że premier i jej syn ks. Tymoteusz "to wielki dar boży" i sugeruje, iż brzeszczanie nie potrafią tego docenić.
REKLAMA
To wielki dar Boży, który zdarza się raz na tysiąc lat, że jedna mała wioska i w dodatku jedna rodzina wydała premiera Polski i pierwszego księdza we wsi...
Te słowa od proboszcza parafii, do której należy Beata Szydło dziennikarze tygodnika "Polityka" usłyszeli podczas przygotowywania obszernego reportażu z rodzinnych stron kobiety, którą prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński uczynił szefową rządu. Ks. Jacek Przybyła zauważył jednak, że tego "wielkiego daru bożego" sąsiedzi Szydłów zdają się nie doceniać.
W rozmowie z "Polityką" utyskuje on, że w kościele nie klaskano, gdy premier z ambony gratulowano politycznego sukcesu. Później tłumów Brzeszczan nie było na prymicjach jej syna Tymoteusza. – Bo oni tu wcale nie są za Beatą i chyba jej nie lubią. Są za Komorowskim, są za Niemcami i są czerwoni – gorzko ocenia przecieszyński proboszcz.
Jak wygląda polityczna mapa Brzeszcz i okolic czytelnicy naTemat mogli zobaczyć już kilka miesięcy temu za sprawą reportażu Darii Różańskiej. – Są tu w Brzeszczach tzw. PiS-iory i daliby sobie głowę za panią Szydło urwać. A jakby pani coś złego powiedziała, powiesiliby panią na latarni – usłyszała nasza reporterka. – Niedługo trzeba będzie mieć kałasznikowa. Tak ludzi na siebie napuścili – alarmowali Brzeszczanie.
Byli jednak i tacy, którzy "dar" w postaci premierostwa sąsiadki bardzo doceniali. – Pani Szydło uratowała nam kopalnię. Bo poprzednia premier Kopaczowa była strasznie nielubiana. Katastrofa – twierdziła jedna ze znajomych szefowej rządu z kościelnej ławki.
źródło: "Polityka"
