
Ciało Elizabeth Short leżało w trawie przy chodniku. Było idealnie czyste, przecięte na pół w okolicach jamy brzusznej i całkowicie pozbawione krwi. Kobieta miała rozcięte usta od ucha do ucha, co nazywane jest „Glasgow smile” oraz wycięte fragmenty skóry. Jej nadgarstki i okolice kostek wskazywały, że była krzyżowana i krępowana, genitalia były pocięte i wypchane kępkami trawy, a przed śmiercią ktoś zmuszał ją do jedzenia fekaliów. Musiała być torturowana. Nie była ofiarą gwałtu. Ktoś kilka dni przetrzymywał ją w zamknięciu i brutalnie krzywdził. Ostatni raz widziano ją 9 stycznia, a dopiero 15 stycznia 1947 roku matka spacerująca z 3-letnią córką po zachodniej dzielnicy Los Angeles dokonała straszliwego odkrycia.
W przypadku Elizabeth Short, wskazanie możliwego sprawcy było znacznie trudniejsze niż mogłoby się wydawać po znakach, które zostawił morderca. Kobieta była bardzo aktywna towarzysko, marzyła o karierze. Chodziła na niezliczone castingi, wierząc, że przebije się do brutalnego świata gwiazd Hollywood. Obiady często jadała w coraz to nowym męskim towarzystwie, dlatego wielu przypuszczało, że utrzymywała się z luksusowej prostytucji i prowadziła rozwiązły styl życia. W innych źródłach wspomina się jednak o przypadłości Elizabeth – prawdopodobnie miała wrodzony brak lub niedorozwój macicy i pochwy. Policja o tym nie wspominała, by prasa nie podawała takowych informacji publicznie. Nie mogła współżyć. Było to o tyle ważne, że codziennie zgłaszały się osoby, twierdzące, że to one dokonały zbrodni. Niektórzy wspominali na przykład o gwałcie. Było to wyznanie eliminujące oszustów, chcących zdobyć sławę na tragedii.

W połowie lat 40. blady strach padł na Chicago. W mieście zaczął grasować „Zabójca ze szminką”. Najpierw odnaleziono zwłoki 43-letniej Josephine, a pół roku później drugą kobietę, która zabita została w podobny sposób. Obie miały idealnie umyte ciała i poderżnięte gardła. Rany pierwszej zaklejone zostały taśmą, drugiej nałożono na głowę majtki. Morderca szminką napisał na lustrze: „Na litość boską, złapcie mnie zanim znowu zabiję, nie panuję nad sobą”. Policja nie spełniła prośby, zabił ponownie.

Steve Hodel rozpoczął pracę w policji w 1963 roku. Jako młody chłopak wiele słyszał o sprawie Czarnej Dalii. Dlatego, gdy w 1999 roku, po śmierci ojca zaczął porządkować jego rzeczy osobiste, czuł, że zna kobietę z jednej fotografii wykonanej przez jego tatę. Przypadek Elizabeth nadal rozbudzał wyobraźnię, ale Hodel nie spodziewał się, że może mieć związek ze sprawą.


Pozycja Georga Hodela w Hollywood niewątpliwie była wysoka. Odpowiadał nie tylko za piękny wygląd, ale i dotrzymywanie tajemnic. Ze śledztwa Steve’a wynika, że nie tylko gwiazdy doceniały chirurga, ale również służby, policja i biznesmeni. Miał znajomości i poparcie w każdym środowisku. Jak bardzo był ceniony może świadczyć chociażby fakt, że pomimo tego, że policja założyła podsłuch w jego mieszkaniu, na którym słychać było kobiece krzyki i rozmowy o zabójstwach, nie zdecydowano się go zatrzymać. Najpewniej uprzedzono go, że pojawiają się coraz twardsze dowody przeczące jego niewinności, więc wyjechał z kraju. Kilka lat później okazało się natomiast, że w policyjnych archiwach nie ma śladu po ówczesnych raportach i dowodach rzeczowych z miejsca zbrodni.
