
Sen, mimo że to jedna z podstawowych i najważniejszych czynności życiowych, często jest przez nas zaniedbywany. Mamy dość naukowych doniesień o tym, jakie choroby nas dopadną jeśli nie będziemy się wysypiać (kto ma na to czas...), lub o czym świadczy fakt, że choć śpimy tyle, ile powinniśmy codziennie budzimy się z wielkim trudem. Dopiero gdy czytamy nagłówki z gatunku szokujących, czyli tych, które dotyczą spraw, na których naprawdę nam zależy (w końcu przez złej jakości sen upadają kariery i rozpadają się związki) dociera do nas jak duży zasięg ma jakość naszego snu oraz związane z nim nawyki. Tym razem okazało się, że te ostatnie mają kluczowe znaczenie dla naszej partnerskiej relacji.
To jednoznaczny sygnał, że coś jest nie tak. Jak podkreśla Barnett dotyczy to często par, które mają poczucie izolacji. Jego zdaniem ten układ nie tylko symbolizuje odwrócenie się od siebie, ale wynika z braku poczucia jedności w związku. Nawet jeśli nie czujecie, że coś między wami nie gra, nie macie problemów z bliskością i wydaje wam się, że wybór pozycji do spania to kwestia wyłącznie wygody, spróbujcie zamienić się miejscami i bez zmiany pozycji, spać twarzami do siebie. Barnett radzi też, by popatrzeć przed zaśnięciem na siebie, spędzić w łóżku razem trochę czasu. Spanie tyłem do partnera, jeśli do tej pory niczego między wami nie zmieniło, to w przyszłości może pogłębić lub przyspieszyć kryzys. Na tej samej zasadzie działa np. mówienie komplementów czy trzymanie się za ręce – kiedy wszystko jest w porządku, czujecie się kochani, gdy brakuje tych gestów, nie czujecie krzywdy czy zagrożenia. Nabierają one znaczenia, a ich brak staje się bolesny dopiero gdy nadchodzi kryzys.
Podkradasz partnerowi kołdrę? A może denerwuje cię, że co noc budzisz się zmarznięta, bo on ukradkiem otwiera okno? Różnice upodobań temperatury w sypialni to kolejny punkt zapalny dla ponad 30 procent par. Jeśli ten problem was dotyczy, według Barnetta nie macie wyjścia, musicie wypracować kompromis, a on sam poleca... osobne kołdry. Według eksperta o wiele bardziej szkodliwe dla związku są spory o temperaturę w pokoju czy dyskomfort snu odczuwany przez jedną ze stron, niż spanie razem, ale każdy pod tym, czego potrzebuje. Tym bardziej jeśli lubicie spędzać w łóżku dużo czasu.
Niezależnie ile macie w łóżku miejsca, nie powinno go być zbyt wiele między wami. Nie chodzi oczywiście o to, by było ciasno. Po prostu – jeśli nie dotykacie się choćby kolanami, a między wami wyspałoby się kilkuletnie dziecko, ryzykujecie również oddalenie emocjonalne. To ta sama zasada, co w przypadku zasypiania plecami – jeśli robicie to dla wygody i wszystko jest w porządku, po prostu zwróćcie na to uwagę i spróbujcie zmienić od czasu do czasu. Taka inwestycja. Ten nawyk po latach może się bardzo przydać.
Choć często plan dnia macie zupełnie różny i o innych porach czujecie zmęczenie, warto pamiętać, że łóżko macie wspólne. Według Barnetta poczucie odosobnienia może potęgować i powodować sytuacja, w której nie kładziecie się spać razem o tej samej porze, czyli ona zasypia sama, a on gramoli się do łóżka kilka godzin później. Lub on pada ze zmęczenia, a ona z komputerem na udach ogląda serial. Irytacja i napięcie gwarantowane. Jeśli nie jesteście w stanie kłaść się razem o tej samej godzinie, pogadajcie o tym, dlaczego tak jest i czy któreś z was czuje z tego powodu jakąś krzywdę. Wspólny czas spędzony w łóżku przed snem bywa jedynym na jaki możecie sobie pozwolić w środku tygodnia, więc warto nad tym pracować.
