
Kiedy grafiki z pierwszych w historii okrągłych kart Tarota opublikowanych pod koniec lat 70. w książce "Motherpeace Tarot Deck" trafiły na ubrania kolekcji Diora, sprzedaż marki wzrosła o ponad 260 procent. Na Kickstarterze od pięciu lat regularnie pojawia się coraz więcej projektów związanych z tarotem, a w 2016 roku zyski ze sprzedaży kart do tarota były najwyższe od 50 lat. Czy medialna kariera tarota wiąże się tylko z jego kulturowym znaczeniem? A może coraz częściej i bardziej boimy się o swoją przyszłość?
REKLAMA
- Tarot wśród osób, które korzystają z porad astrologów modny był zawsze. Zawsze był popularniejszy niż astrologia – mówi nam Izabela Podlaska-Konkel, astrolog i tarocistka. - Tarot jest narzędziem, które bardzo działa na wyobraźnię, a na to, co pokazuje nie trzeba długo czekać. Jego siła polega na tym, że ludzie uczestniczą we wróżbie, nie są tylko informowani – dodaje. Tezę tę potwierdzają słowa Lindsay Mack, tarocistki z Brooklynu, która porównuje tarota do lustra i twierdzi, że stawianie kart jest jak zaproszenie do kreowania teraźniejszości, a nie przewidywania przeszłości. - Pytania o nasz los, o to, co będzie to wbrew pozorom bardzo poważne pytania i jeśli nie jesteśmy przygotowani, by usłyszeć, że zaczyna się coś niedobrego, możemy się na poważnie przestraszyć. Tym bardziej, że wiele osób chodzi by się uspokoić – mówi Izabela Podlaska-Konkel.
Kto w to wierzy?
Okazuje się, że całe rzesze Polaków. Jak podaje Dziennik Gazeta Prawna, według ostatnich danych Polacy wydali na usługi branży ezoterycznej 2 mld zł. Sam ezo-telebiznes jest wart ok. 100 mln złotych. Z wróżek na telefon korzysta 3 mln osób. Co więcej, wróżeniem w Polsce zajmuje się niemal 15 tys. firm, ale w szarej strefie działa już ponad 100 tys. pojedynczych wróżek i jasnowidzów.
Okazuje się, że całe rzesze Polaków. Jak podaje Dziennik Gazeta Prawna, według ostatnich danych Polacy wydali na usługi branży ezoterycznej 2 mld zł. Sam ezo-telebiznes jest wart ok. 100 mln złotych. Z wróżek na telefon korzysta 3 mln osób. Co więcej, wróżeniem w Polsce zajmuje się niemal 15 tys. firm, ale w szarej strefie działa już ponad 100 tys. pojedynczych wróżek i jasnowidzów.
Z kolei raport CBOS „Horoskopy, wróżby, talizmany – czyli magia wokół nas” wskazuje, że ponad połowa Polaków (55 proc.) czyta horoskopy w gazetach, z czego 11 proc. robi to często. Zainteresowanie ezoteryką deklarują nie tylko kobiety (63 proc.), ale również blisko połowa (45 proc.) mężczyzn. Jednak po tarota zdecydowanie częściej sięgają kobiety. - Najczęściej z moich usług korzystają panie po 30. Nie ma górnej granicy wiekowej, choć osoby starsze pytają wyłącznie o losy swoich bliskich – mówi Izabela Podlaska-Konkel. Powód? Według naszego eksperta przed 30. nie ma tak wiele powodów by martwić się dniem następnym, a sama ciekawość co pokażą karty świadczy o dojrzałości i chęci chwytania losu w swoje ręce.
Błędne koło
Daniel Wichiciel, psycholog, psychoterapeuta i diagnosta twierdzi jednak, że każda wizyta u wróżki czy astrologa musi czemuś służyć. - W mojej praktyce terapeutycznej często zdarzają się pacjenci, którzy oczekują konkretnej odpowiedzi w związku z codziennymi trudnościami. Mówią: „niech mi pan powie, co ja mam zrobić?", „czy mam rzucić tę pracę, czy nie?”, „czy mam zostawić męża?”. W życiu codziennym, w relacji ze znajomymi i przyjaciółmi często pojawiają się takie wątpliwości: „czy mam go zostawić?”, „dlaczego ona mnie nie kocha”? Zadając tego typu pytania i oczekując konkretnej odpowiedzi pojawia się iluzja, że druga osoba w pewien magiczny sposób będzie w stanie rozwiązać konkretne problemy. Te właśnie magiczne właściwości przypisywane są często wróżkom, stawianiu pasjansów, itp… - mówi w wywiadzie o astroholizmie opublikowanym na łamach portalu uzaleznienie.com.pl.
Daniel Wichiciel, psycholog, psychoterapeuta i diagnosta twierdzi jednak, że każda wizyta u wróżki czy astrologa musi czemuś służyć. - W mojej praktyce terapeutycznej często zdarzają się pacjenci, którzy oczekują konkretnej odpowiedzi w związku z codziennymi trudnościami. Mówią: „niech mi pan powie, co ja mam zrobić?", „czy mam rzucić tę pracę, czy nie?”, „czy mam zostawić męża?”. W życiu codziennym, w relacji ze znajomymi i przyjaciółmi często pojawiają się takie wątpliwości: „czy mam go zostawić?”, „dlaczego ona mnie nie kocha”? Zadając tego typu pytania i oczekując konkretnej odpowiedzi pojawia się iluzja, że druga osoba w pewien magiczny sposób będzie w stanie rozwiązać konkretne problemy. Te właśnie magiczne właściwości przypisywane są często wróżkom, stawianiu pasjansów, itp… - mówi w wywiadzie o astroholizmie opublikowanym na łamach portalu uzaleznienie.com.pl.
Astroholizm to zjawisko, które, jak łatwo się domyślić, polega na uzależnieniu od wróżb, a konkretnie na całkowitym pozbyciu się poczucia odpowiedzialności za swój los i potrzebie zapanowania nad przyszłością. Cały ten mechanizm oparty jest na silnym strachu i całkowity brak pewności siebie. Trochę jak hazard, lecz wygrywamy konkretne emocje – pierwsza wygrana to pierwsza przepowiednia, która zazwyczaj jest dobra, a porażki w grze to mroczne wróżby i jednocześnie powody, by się „odkuć”, czyli znaleźć taką wróżkę lub astrolog, która znów przepowie nam optymistyczną przyszłość. - Bardzo często (…) gdy wracam z pracy, stoję w wypchanym po brzegu autobusie, zdarza się, że dzwoni klient i prosi, bym postawiła karty. Nic nie dawały tłumaczenia, że jestem w autobusie. „Więc proszę je rozłożyć na czyichś plecach” – słyszałam wtedy – opowiada w artykule o astroholizmie wróżka Emma Cole.Inna z wróżek, które chce zachować anonimowość opowiada o klientce, która do tego stopnia uzależniła swoje wybory od kart, że prosiła o postawienie tarota, gdy miała wątpliwości, jakiej użyć farby do włosów, albo czy danego dnia powinna iść do fryzjera. - Karty to nie wyrocznia, one wyłącznie doradzają, wskazują przyszłość z perspektywy tu i teraz. (…) Staram się tłumaczyć to moim klientom, ale niestety w większości przypadków efekt jest żaden – jeśli ja nie postawię kart, to pójdą do innej wróżki, byle się „dowiedzieć” - dodaje wróżka Emma Cole.
Samospełniająca się przepowiednia
Najczęstszym zarzutem wobec tarota, horoskopów i każdej innej formy przepowiadania niedalekiej przyszłości jest wywoływanie efektu Pigmaliona, czyli samospełniającej się przepowiedni. W skrócie, polega on na tym, że konkretne oczekiwania wobec nas powodują, że mimowolnie zaczynamy dążyć do ich spełnienia. W wielu relacjach osób, które przez pewien okres w życiu intensywnie korzystały z usług wróżek i tarocistów pojawia się wątek poczucia presji, nadciągającej zmiany. Wiara, że coś się nagle zmieni powodowała, że podporządkowali jej całą rzeczywistość. - Zorientowałam się, że coś jest nie tak dopiero gdy wykonywałam kolejne telefony, stawiałam kolejny raz karty i poszczególne wróżby wykluczały się – opowiada nam Basia, która jako młoda dziewczyna po rozstaniu z chłopakiem, pragnąc szybko odzyskać w wiarę w siebie i powodzenie w miłości, niezdrowo „wkręciła się” w telefony do wróżek. - Na początku denerwowało mnie, że pierwsza pozytywna przepowiednia nie powtarza się w słowach innych wróżek. Straciłam grunt pod nogami i nie mogłam odpuścić dopóki któraś mnie nie uspokoiła. Kiedy w końcu tak się stało, postanowiłam potwierdzić to tarotem, w którym trafiłam na diabła... Tak mnie to zdołowało i mną zakołowało, że płakałam dwa dni, nie zaglądałam w przyszłość ani na chwilę. Gdy się otrząsnęłam zrozumiałam, że to co zrobiłam zupełnie mijało się z celem – opowiada Basia.
Najczęstszym zarzutem wobec tarota, horoskopów i każdej innej formy przepowiadania niedalekiej przyszłości jest wywoływanie efektu Pigmaliona, czyli samospełniającej się przepowiedni. W skrócie, polega on na tym, że konkretne oczekiwania wobec nas powodują, że mimowolnie zaczynamy dążyć do ich spełnienia. W wielu relacjach osób, które przez pewien okres w życiu intensywnie korzystały z usług wróżek i tarocistów pojawia się wątek poczucia presji, nadciągającej zmiany. Wiara, że coś się nagle zmieni powodowała, że podporządkowali jej całą rzeczywistość. - Zorientowałam się, że coś jest nie tak dopiero gdy wykonywałam kolejne telefony, stawiałam kolejny raz karty i poszczególne wróżby wykluczały się – opowiada nam Basia, która jako młoda dziewczyna po rozstaniu z chłopakiem, pragnąc szybko odzyskać w wiarę w siebie i powodzenie w miłości, niezdrowo „wkręciła się” w telefony do wróżek. - Na początku denerwowało mnie, że pierwsza pozytywna przepowiednia nie powtarza się w słowach innych wróżek. Straciłam grunt pod nogami i nie mogłam odpuścić dopóki któraś mnie nie uspokoiła. Kiedy w końcu tak się stało, postanowiłam potwierdzić to tarotem, w którym trafiłam na diabła... Tak mnie to zdołowało i mną zakołowało, że płakałam dwa dni, nie zaglądałam w przyszłość ani na chwilę. Gdy się otrząsnęłam zrozumiałam, że to co zrobiłam zupełnie mijało się z celem – opowiada Basia.
I choć efekt Pigmaliona nie jest jednoznacznie toksyczny, to z najtrudniejszymi życiowymi pytaniami bezpieczniej jest zwrócić się do psychoterapeuty i pracować nad odpowiedzią pod okiem specjalisty. Nie talii kart. Chyba, że to, o co pytacie to dla was tylko dobra zabawa.
Korzystałam z: nytimes.com, uzaleznienie.com.pl, gazetaprawna.pl
Obserwuj Bliss na Instagramie.
