
Minister Mateusz Morawiecki przychyla się do pomysłów związkowców, którzy od miesięcy apelują o wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę. Jego zdaniem nie będzie to miało negatywnego wpływu na PKB. Najwyraźniej nie boi się też zwiększenia bezrobocia w branży handlowej, skoro apeluje o… większe otwarcie na pracowników ze Wschodu.
REKLAMA
Najprostszy sposób na zmniejszenie zatrudnienia to...? Większość zapewne powie, że zwiększenie liczby stanowisk pracy i pewnie miałaby rację. Nie bez powodu wielu ekonomistów podkreśla fakt, że wprowadzenie zakazu handlu w niedziele może spowodować lawinę zwolnień w tej branży. Wygląda jednak na to, że minister Morawiecki wolny jest od czarnych myśli.
Wręcz przeciwnie. Z jednej strony przyznaje, że jego zdaniem zakaz handlu nie zmniejszy wpływów do budżetu i nie wpłynie na spadek PKB. Jednocześnie nie ma problemu z tym, by stanąć po jednej stronie barykady z tymi, którzy chcą zakazać handlu nawet w cztery niedziele w miesiącu. Z drugiej strony wicepremier zaapelował do związkowców z "Solidarności", by bardziej otworzyli się na imigrację zawodową pracowników ze wschodu.
To o tyle ciekawe, że pracownicy z Ukrainy czy Białorusi najczęściej podejmują pracę w usługach budowlanych lub w handlu. Już pojawiały się głosy krytyczne wobec mieszkańców naszych wschodnich sąsiadów którzy przyjeżdżają do Polski i zabierają nam pracę. Chyba, że minister Morawiecki miał na myśli masowe zatrudnienia lekarzy z Ukrainy, którzy zastąpią protestujących lekarzy rezydentów.
źródło: onet.pl
