
"Chcemy ci, Kochany Czytelniku, wiernie towarzyszyć na drodze twoich podbojów sercowych", pisze M.A. Zawadzki, a wszyscy polscy kawalerowie zagubieni w trudach "relacyj" damsko-męskich czytają z uwagą godną Pisma Świętego. Bo oto wraz z początkiem nowego stulecia, trafił w ich ręce pierwszy poradnik uwodzenia dla mężczyzn. Poradnik, który pokazuje, że w czasach kojarzonych z bardzo wysoką kulturą osobistą mężczyzn, ci z "zasadami" byli największymi bucami... "Przewodnik zakochanych, czyli jak zdobyć szczęście w miłości i powodzenie u kobiet" wydała oficyna N.Cytryna przy Świętokrzyskiej 35 w Warszawie w 1903 r.
REKLAMA
Co zabawne, pytania, jakie stawia autor wciąż są aktualne, a M.A. Zawadzki potrafi na nie odpowiedzieć z ogromną precyzją. W "Przewodniku" panowie znajdą bowiem szereg sztywnych zasad opisujących procedurę zaręczyn oraz rozstania (jak się okazuje, nie ma mowy o przetrzymywaniu starych listów, zdjęć czy pierścionka!), sposoby zabawiania panny podczas przejażdżki powozem. Itd. Jednak przede wszystkim przewodnik umożliwia kawalerom rozbudzenie i podtrzymanie wrodzonej "galanteryi". Panienki też znajdą tu coś dla siebie. O ile macie wątpliwości "jak zacna panna winna zachowywać się, by zyskać sympatię kawalera".
Tak, to ironia. Poradnik sprzed ponad stu laty nie jest nasiąknięty zakamuflowanym seksizmem. Tu autor pisze wprost, i to na samym początku, ustawiając dla czytelnika bazę wiedzy o "relacyjach" damsko-męskich, że "mężczyzna w stosunku do kobiety nie powinien nigdy zapominać o swej przewadze umysłowej". Autorem tych odważnych porad i sądów był znany wówczas pisarz i dramaturg Konstanty Krumłowski, który krył się pod pseudonimem, by nie kalać nazwiska – zyskał sławę jako autor niezwykle popularnego wodewilu „Królowa przedmieścia”. Dlatego "Przewodnik zakochanych" należy traktować jak źródło wiedzy o polskiej obyczajowości u progu XX wieku.
Kim jest odbiorca? To najlepiej wie... autor: „Zacznijmy od ciebie. Jesteś młodym człowiekiem, w pełni sił i urody męskiej. Masz co prawda skromną jeszcze posadę, ale przy twojej pilności i staranności czeka cię awans niebawem. Prezentujesz się dobrze, masz zapasik odłożonej gotówki, masz trochę długów, kilka garniturów, kilka par butów, spory zapas bielizny. A że ci się już znudził stan kawalerski i uczuwasz początkowe symptomata tęskniącego serca i chorego żołądka, postanowiłeś się przeto ożenić”. A co żeby "symptomata" zaspokoić? Oto kilka rad sprzed wieku, które powodują, że my-kobiety nie zanucimy już nigdy "gdzie ci mężczyźni...?" Wszak w świetle treści "Przewodnika" wszystkich współczesnych frajerów nazwać można staromodnymi...
Po pierwsze, skromność, powściągliwość, elegancja i... absolutny brak luzu. „Karczemnem zachowaniem jest rozstawianie kolan w siedzącej pozycji. Wyciąganie nóg przed siebie lub zakładanie jedna na drugą. Kiwanie nogą, gestykulowanie, dotykanie kolan lub ramion osoby, z którą się mówi, podnoszenie głosu, ucieranie nosa i głośny śmiech. Nieodpowiedniem jest również bawienie się książkami lub drobiazgami na stole, bawienie się kutasem od serwety". Do tego zero aluzji i dwuznacznych nawet spojrzeń, przypadkowych dotyków. Wszystko to mogłoby pannę urazić – bo przecież nie uraża jej, że jest podrywana przez wywyższającego się sztywniaka. Pytanie, czy stosowanie się do rad autora doprowadzało "pannę" do świadomości, że w ogóle jest podrywana.
Po drugie, Krumłowski stanowczo radził, by mężczyzna nie rozpieszczał kobiety finansowo. „Wstępując za sprawunkami do sklepów można rachunki chwilowo za nią regulować, za powrotem do domu powinna jednak panna natychmiast wyłożone przez narzeczonego pieniądze mu zwrócić. Ten zaś powinien bez żadnych zastrzeżeń zwrot przyjąć". Za niekulturalne do granic możliwości uważano wówczas zwroty "Porachujmy się później" albo "Ach, między nami to zbyteczne". Przecież i tak po ślubie on będzie płacił za wszystko... Po co więc wykosztowywać się na zaś?
Po trzecie, zero wyznań face to face, wszystko powinno być na piśmie. Oświadczyny, przeprosiny, zerwania – wszystko winno jawić się w formie listu„Zdaniem naszem, zerwanie z narzeczoną najlepiej listownie przeprowadzić. Unika się przez to przykrech zarzutów, a nierzadko przykrzejszych jeszcze scen. Narzeczony powinien w liście wyrazić swój żal, że jest do tego kroku zmuszonym i upozorować dostatecznie swoje postanowienie. Pozorów takich nie zabraknie. (...) Najlepiej powinien imię, nazwisko i osobę eks-narzeczonej wykreślić całkowicie ze swej pamięci i przeszłości. Takie zerwanie zwalnia zupełnie z obowiązku kłaniania się na ulicy”. Jeśli więc wydaje ci się, że znikanie bez słowa czy zerwanie na messnegerze to upadek zasad kultury... No cóż, wygląda na to, że to powrót do metod układania relacyj zupełnie jak w dawnym świecie mężczyzn.
