"Siedzicie na tarasie z gazetą i poranną kawą. Przelatująca tamtędy mucha dochodzi do wniosku, że wasza głowa to najciekawsza i najbardziej intrygująca rzecz, jaką widziała w życiu. Niezmordowanie krąży wam wokół uszu. Nie zniechęca jej gazeta, teraz zwinięta i wykorzystywana w charakterze broni. Najwyraźniej ekscytację muchy tylko wzmaga to, że ją odganiacie. Poranna gazeta i kawa mogą działać na was kojąco, ale w obliczu uporczywego bzyczenia przestają się liczyć. Nie ma takiej możliwości, żeby nie irytowała was mucha, która lata wam wokół głowy." I ze względu na to, że irytację, jaką wywołuje ten mały owad można wyjaśnić naukowo, wiemy, że tak samo jak wy zareagowałby nawet buddyjski mnich...
Punkt pierwszy, a propos dobrego wychowania. W myśl zasady, że denerwuje nas wszystko to, do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni, a do furii doprowadza nas kiedy nasz towarzysz postępuje odwrotnie niż tego oczekujemy lub uważamy za naturalne, irytacja na mlaskanie czy siorbanie okazuje się dość obiektywnym wyznacznikiem, kto ile ma z dobrym wychowaniem wspólnego. Jednak to nie jedyny powód, dla którego akurat te dźwięki drażnią niemal wszystkich. Drugi powód to mizofonia.
Jeśli akcja "Free Hugs" zorganizowana w 2006 rok na jednej z ulic w Sydney, budzi w tobie obrzydzenie zamiast ciepłego uczucia, które idealnie wyraża reakcja publiczności w amerykańskich programach ("awwww"), ten fragment jest o tobie. Być może to tylko efekt traumy z dzieciństwa, kiedy to starsza siostra dziadka obcałowywała cię jako "pulchnego dzieciaczka", sama będąc nieprzyjemnie pachnącą staruszką z kłującym wąsikiem... Jeśli tak – współczujemy, i wierz nam, są tacy, którzy i bez tego są po prostu z natury niedotykalscy. Ci to dopiero cierpią katusze!
Najbardziej drażniącą formę tego zachowania widzieliśmy w filmie "Dzień Świra". "Obca facetka wypycha mnie palcem ze sklepu jak odarte z godności dziecko", myśli sfrustrowany Adaś Miauczyński, po tym jak w sklepie "zarobił" koszykiem w zgięcia kolan i torebką od staruszki. No cóż, w tym wypadku naukowe wyjaśnienia są niepotrzebne – nikt nie lubi być wypychany, popychany, a tym bardziej taranowany przez "ciamkający krówką czołg", jak określił to w tej samej scenie Miauczyński. Na tego typu zachowania wszyscy reagujemy tak samo z prostego powodu – istnieje coś takiego jak dystans intymny – wynosi on 45 cm. Co oznacza, że bliżej niż na 45 cm może bez wywoływania w nas nerwowej reakcji może sobie pozwolić wyłącznie ten, komu na to sami pozwolimy.
Niezręczna cisza w słuchawce, bolesne milczenie po kłótni, poczucie niepokoju, gdy widzimy na facebookowym czacie "wyświetlono", a odpowiedzi nadal brak – to wiele odmian tego samego zjawiska, czyli biernej agresji, jaką jest cisza za karę. Czy też atmosfera niedopowiedzenia, tajemnicy, niewypowiedzianego na głos zła. To o tyle toksyczne, że tylko na początku drażni, potem może zacząć boleć, a nawet wciągać nas w manipulacyjną grę.
Takiej sytuacji w zatłoczonej komunikacji miejskiej, stojąc w tłumie lub w windzie doświadczył chyba każdy. Skazani na przekroczenie granicy wspomnianego wcześniej dystansu intymnego, nagle nie wiemy co zrobić z rękami i wzrokiem. Minimalizujemy poczucie dyskomfortu, wpatrując się w telefon czy sufit. Byleby tylko nie spojrzeć w oczy temu kto się o nas opiera. Jednak co zrobić gdy ten nie odpuszcza...? I przygląda się nam z uwagą tak małej odległości? To nie tyle drażniące co paraliżujące, bo jak tu z tej bliskiej perspektywy, zwrócić komuś uwagę? I tak naprawdę za co? Wszak agresja "bo się krzywo spojrzał" przypisana jest tylko jednej, niezbyt lubiane, mówiąc eufemistycznie, grupie społecznej... "Drażniące" w tym wypadku to również eufemizm!


