5 kontrowersyjnych terapii, które wróciły do medycyny.
5 kontrowersyjnych terapii, które wróciły do medycyny. Prawo autorskie: rustamir / 123RF Zdjęcie Seryjne

Mimo że większość metod starożytnych specjalistów od ratowania życia miało o wiele więcej wspólnego z szeptaniem pod nosem zaklęć, to jednak medycyna niekonwencjonalna to nie szamaństwo. Okazuje się, że kilka z jej kontrowersyjnych, czasem obrzydliwych metod okazało się lepsze niż to, co naukowcy wypracowują w pocie czoła w najlepszych laboratoriach. Oto 5 "dziwnych" metod leczenia, których nie spodziewałbyś się w "normalnym" gabinecie lekarskim.... A jednak – wróciły!

REKLAMA

Wirusy zamiast antybiotyków Choć dziś bakteriofagi, czyli wirusy unicestwiające bakterie, nie są podawane w formie szklanki wody prosto z Gangesu (praktyka ta uchroniła przed zachorowaniem tysiące ludzi pod koniec XIX wieku podczas epidemii cholery), to lekarze wrócili do odkrycia sprzed wieków z nadzieją, że uda im się odwrócić skutki uboczne stosowania antybiotyków. Czyli stare prześcignęło nowe – wirusy, które pożerają bakterie stosowane były w leczeniu niektórych chorób do momentu pojawienia się antybiotyków. Te drugie wyparły bakteriofagi, aż do dziś, kiedy medycynie skutki uboczne stosowania antybiotyków wymykają się spod kontroli. Konkretnie chodzi o uodpornienie się niektórych mikrobów na znane medycynie leki. Przykładem niech będą wyjątkowo groźne szczepy gronkowca złocistego, salmonelli, prątków gruźlicy czy pneumokoków.

Badania kliniczne przeprowadzone w 2009 r. w Tbilisi, w jednym z trzech ośrodków zajmujących się bakteriofagami na świecie (jeden z nich znajduje się w Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN we Wrocławiu), potwierdziły, że terapie z udziałem wirusów są bezpieczne i skuteczne. Mają też przeogromną zaletę – nie sieją spustoszenia we florze bakteryjnej organizmu jak antybiotyki, lecz unicestwiają tylko konkretne szczepy chorobotwórczych bakterii.

Pijawki na ratunek Pijawki dla medycyny zrobiły już bardzo wiele, nie zawsze z potwierdzonym skutkiem (większość starożytnych wierzeń dotyczących wpływu pijawek na bóle głowy, nieżyt żołądka i skurcze łydek nie zostały potwierdzone), ale, jak się okazuje, nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Dziś pijawki przydają się chirurgom, ponieważ, jak pisze Karolina Apiecionek w Focus.pl, potrafią sprawnie odessać gromadzącą się krew i pobudzić układ krążenia.

"Ślina tych stworzeń zawiera hirudynę – białko o silnych właściwościach przeciwzakrzepowych. Dlatego pijawki, oczywiście tylko te pochodzące ze sterylnych, ściśle kontrolowanych hodowli, są dziś wykorzystywane w szpitalach m.in. przy zabiegach rekonstrukcyjnych, takich jak przyszywanie uciętych palców", pisze autorka artykułu. Okazuje się, że są sytuacje, w których bez pijawek się nie obejdzie – nikt tak jak te małe zwierzątka nie pobudzi krążenia natychmiast w przypadkach beznadziejnych, takich jak odmrożenia, czy bardzo skomplikowane urazy ciała.

O tym, że warto mieć pijawki pod ręką przekonały się szpitale na Zachodzie – w wielu krajach leczenie pijawkami podlega refundacji. U nas to wciąż temat odległy – gdy w 2008 roku chirurg z Kolbuszowej po przystawieniu pijawek uratował nogę pacjentowi, trafił przed Komisję Etyki Lekarskiej.

Woda na stawy Hydroterapia długo traktowana była raczej z przymrużeniem oka. Leczniczych kąpieli zażywali już Rzymianie, Grecy i Japończycy, potem rozwinięciem i usystematyzowaniem metod hydroterapii zajął się bawarski ksiądz Sebastian Kneipp. Jednak wciąż nie było dowodów na ich realne działanie lecznicze. Aż w końcu działaniu hydroterapii przyjrzeli się naukowcy z brytyjskiego University of Bath. Postanowili sprawdzić czy metody te przydadzą się w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów (RZS). Przez miesiąc dwa razy w tygodniu grupa pacjentów brała udział w różnych sesjach terapeutycznych z użyciem wody, trwających po 30 minut. U wszystkich odnotowano poprawę samopoczucia, a u kobiet zwiększenie ruchomości w stawach kolanowych.

Podobne, ale dokładniejsze wnioski wyciągnęli australijscy naukowcy z George Institute for International Health oraz University of Sydney. Pod lupę wzięli trzy grupy osób starszych, borykających się z przewlekłą chorobą zwyrodnieniową stawów biodrowych lub kolanowych. "Przez 12 tygodni brały one udział w hydroterapii, zajęciach tai chi lub nie były poddawane żadnej terapii (to tzw. grupa kontrolna). Leczenie wodą sprawiło, że ból zmniejszył się o 6,5 punktu procentowego, a sprawność fizyczna wzrosła o 10,5 punktu (w grupie tai chi było to odpowiednio 5,2 i 9,7 punktu)", pisze Karolina Apiecionek. Z tego powodu hydroterapia z medycyny (mocno) niekonwencjonalnej weszła do oficjalnego grona metod leczenia po operacjach wszczepienia protez stawów biodrowych i kolanowych, oraz walki z otyłością, urazami kręgosłupa, przewlekłą obturacyjną chorobą płuc czy rdzeniowym zanikiem mięśni.

Larwy na rany Wyobraźcie sobie 2-milimetrowe larwy muchy argentyńskiej zamknięte w torebkach jak do herbaty ekspresowej... Wiercą się i wiją, są głodne. Więc przykładasz je do rany i.... po kilku dniach jesteś zdrowy! Choć larwy budzą w nas obrzydzenie, już Majowie i Aborygeni wiedzieli, że mogą uratować życie – niczym opisane w punkcie pierwszym wirusy, który unicestwiają tylko szkodliwe bakterie, te larwy oczyszczają ranę z martwej zainfekowanej tkanki, nie naruszając przy tym zdrowego ciała. Takie efekty metodami "bezlarwowymi" uzyskać można dopiero po całych miesiącach terapii...

Larwy muchy argentyńskiej, których dziś używa się w medycynie hodowane są w sterylnych warunkach, a zamknięcie ich w torebkach powoduje, że nie wypełzają poza obręb rany. Radzą sobie nawet z trudno gojącymi się zmianami u pacjentów z cukrzycą, a także z tkankami zainfekowanymi bakteriami opornymi na działanie antybiotyków. Co najważniejsze, to nic nie boli i jest w pełni bezpieczne! Dlatego larwy medyczne oficjalnie dopuszczone do użytku w Wielkiej Brytanii i USA. Ciekawostka: w tym pierwszym kraju zostały zakwalifikowane jako lek, a w drugim – jako "urządzenie medyczne".

Akupunktura przeciwbólowa Do akupunktury z medycyny chińskiej lekarze wracają od dawna, przy wielu schorzeniach i na różnych etapach terapii. Nie ma jednak naukowych dowodów, aby jej działanie polegało na czymś innym niż placebo. Z jednym wyjątkiem: działanie przeciwbólowe. Metoda ta okazała się przydatna w przypadku dolegliwości związanych ze schorzeniami głowy, szyi, barków i pleców oraz przy zapaleniach kości i stawów.

"Co ciekawe, akupunktura działa także wtedy, kiedy jest „udawana” – dowiedziono tego w pomysłowych eksperymentach, podczas których pacjentów kłuto tylko przez chwilę igłami lub wręcz wykałaczkami. Okazało się nawet, że – wbrew temu, co głosiła chińska medycyna – nie ma wielkiego znaczenia, w których miejscach zastosuje się ukłucie. Podstawą jest samo ukłucie i towarzyszący mu rytuał", dodaje Karolina Apiecionek.

Źródło: Focus.pl

Obserwuj Bliss na Instagramie.