Wychodzenie z szaletu. Homoseksualiści w książce Krzysztofa Tomasika "GEJEREL. Mniejszości seksualne w PRL-u"

Aktor i pisarz Jerzy Nasierowski
Aktor i pisarz Jerzy Nasierowski Fot. materiały prasowe
Dlaczego w Polsce Ludowej miłość homoseksualna była gorsza niż morderstwo? Czym była akcja „Hiacynt” i gdzie są „różowe teczki”? Dlaczego miłość między gejami w PRL jest zawsze intelektualna albo szaletowa? Dlaczego w PRL-u nie było lesbijek, a jeśli były, wyglądały jak Szapołowska i Jankowska-Cieślak?

Książka Krzysztofa Tomasika jest pierwszą publikacją, która podejmuje próby nakreslenia kulturowego obrazu tego, co mogło oznaczać posiadanie homoseksualnej orientacji w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Było przede wszystkim gorzkie – podsumowuje Tomasik przymiotnikiem, który czerpie z „Gorzkiego fioletu”, tytułu jednego z nielicznych artykułów, które ukazały się na przestrzeni niemalże półwiecza PRL. Ten napisała kobieta, publicystka „Polityki”, Barbara Piętka. Mogła go pisać pod własnym nazwiskiem, ponieważ jako kobieta unikała posądzeń o homoseksualizm. Lesbijki w PRL-u były grupą społeczną, która właściwie nie istniała w publicznym dyskursie.

Pojawiała się najwyżej we wspomnieniach z czasów wojny w obozowych i lagrowych pamiętnikach, jak te Wandy Półtawskiej czy Barbary Skargi jako produkt uboczny warunków wojennego życia, które zmuszało do szukania bliskości u każdego, bez względu na płeć. Półtawska pisze o lesbijach przerażona i zniesmaczona, nazywa zachowanie zakochanych kobiet „wstrętnym i smutnym zarazem”. Skarga z kolei kwituje lesbijskie relacje jako „przykrą sprawę”. Obie autorki też mocno podkreślają, że Polki były na te „zaraźliwe wpływy” zwykle niewrażliwe. Po wojnie temat lesbijskiej miłości przylgnął z kolei do kobiet z półświatka, z poprawczaków i rozmaitych zakładów karnych, prawie zawsze też wiązał się z traumą.
sacfs
Ciekawym wyjątkiem na tle tych patologicznych krajobrazów jest film „Inne spojrzenie”, który opowiada historię miłości dwóch kobiet (w głównych rolach Grażyna Szapołowska i Jadwiga Janikowska-Cieślak), których uczucie jest pokazane w sposób subtelny, odarty z tabloidowej otoczki, która najczęściej towarzyszyła wszystkim opowieściom o mniejszości seksualnych w komunistycznej Polsce. Tak mówił o filmie sam reżyser, tłumacząc motywację jednej z bohaterek: „Żyje w ciągłym stresie podejrzana o podwójną perwersję, pierwszą stanowią jej lesbijskie skłonności, drugą niezdolność do mówienia kłamstw i szukania kompromisów. Oto są dwie perwersje, które bardzo rzadko prowadzą do szczęśliwego zakończenia gdziekolwiek w świecie”
A gdybym tak był gejem?

W historiach polskich gejów i lesbijek, niezależnie czy są to osoby rzeczywiste czy też kreacje fikcyjne, brakuje happy endów. Są jedynie niedokończone wyznania, nieśmiałe gesty zrozumiałe dla niewielu, czy pośpieszny seks w miejscach, w których można liczyć na anonimowość. Publicznych toaletach, ukrytych klubach, pośpiesznych schadzkach w mieszkaniach.


Wybaczać homosekualiście jego orientację można tylko wtedy, kiedy został zdradzony przez innego homoseksualistę”. Przykładem jest historia Jerzego Nasierowskiego, polskiego aktora, znanego m.in. z kryminału, „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię”. Nasierowski wyglądał jak połączenie Jamesa Deana i Davida Bowiego i był jedną z najpopularniejszych postaci warszawskiej bohemy. Powszechnie było wiadomo, że ma partnera. Ów partner, także aktor, Mieczysław Gajda, kochał go ponad życie i zapewniał mu życie ponad stan.

Nasierowski jednak, choć było mu wygodnie w tym związku, postanowił poświęcić letnie ciepełko dla wichrów namiętności i zakochał się w młodziutkim i ślicznym złodzieju. Historia jak z Jeana Geneta. Ze złodziejaszkiem tym obrabiał mieszkania znajomych aktorów. Gajda o tym wiedział, zaklinał go, aby przestał, ale ten łudził go nadzieją na to, że to tylko przelotny romans, więc partner wciąż mu pomagał. Sprawa skończyła się jednym z najgłośniejszych procesów PRLu. Nasierowski został skazany na 25 lat za morderstwo. Gajda na dwa za współudział. W więzieniu Nasierowski stał się pisarzem, publikował także w latach 90. Jerzy Urban nazwał go Pierwszym Pedałem PRL-u. Niektórzy nazywają go nawet Pierwszym Pedałem III RP.

Homoseksualizm to nie tylko dramaty prywatne – to od początku także kwestia polityczna. Nawet Michael Foucault musiał uciec z Polski w te pędy, kiedy władza ludowa zauważyła, że ma romans z lokalnym chłopakiem. Homoseksualista jest postrzegany jako osobnik słaby, podatny na szantaż, łatwy do zwerbowania jako agent, bo tak zawstydzony swoją seksualną orientacją, że gotowy poświęcić dla jej ukrycia wszystkie role społeczne. W latach 80. została przeprowadzona tak zwana akcja „Hiacynt”, w ramach której zostały zebrane, na przestrzeni kilku lat dane do tysięcy homoseksualistów.
Kanon literatury gejowskiej. Linia piękna w Hotel de Dream

To grupa prześladowana przez reżim w szczególny sposób, który nie doczekał się jeszcze swojej monografii. Dopiero kilka lat temu zostały zauważone historie kobiet w „Solidarności”. Historie opozycjonistów o homoseksualnej orientacji to wciąż jeszcze nie spisany fragment opozycyjnej martyrologii. Wciąż jednak nikt nie chce mówić, a „różowe teczki” spoczywają nietknięte. PRL zakończył się ponad dwie dekady temu, a nadal trudno mówić o homoseksualności inaczej niż jak o „temacie wstydliwym”, „temacie zastępczym”, „chorobie” czy „perwersji”, o której publicznie można mówić tylko w tonie kpiny. Polskie kino nadal nie doczekało się gejowskiego happy endu, a a postacie gejów w kinie pozostają nadal dydaktyczne, papierowe albo farsowe, tak jak za czasów „Motylem byłem, czyli romans 40-latka”.

Jedynym, chociaż połowicznym, happy endem, jest przyjęcie, z jakim spotkała się książka Marian Pankowskiego „Rudolf”. W PRL-u tępiona, w wolnej Polsce, w 2005 wznowiona, przy okazji wydania „Lubiewa” przez Michała Witkowskiego. Odbiór był diametralnie inny. Pojawił się inny język jej krytyki, odbyły się spotkania, dyskusje i promocja. Normalny tok wydawniczy. Autor doczekał się włączenia w obieg mainstreamowy, w którym jego powieść przestała budzić niezdrową ekscytację, jak świerszczyk czytany w tajemnicy przed rodzicami, ale wróciła tam, gdzie jej miejsce, na pole literatury.

Miejmy nadzieje, że tych powracających z „gorzkich” czasów historii jest do odkrycia jeszcze więcej. Dzisiaj przynajmniej coming outu nie dokonuje się z szaletu, a jedynie z szafy. A i debaty na temat mniejszości seksualnych jest teraz więcej, choć potrzeba więcej jeszcze, a niektórzy lamentują, że to i tak za dużo. Żeby jednak miłość do osób tej samej płci mogła być traktowana na równi, co miłość heteroseksualna, musi być równie społecznie przezroczysta. A nadal jest jednak mocno fioletowa.

"GEJEREL. Mniejszości seksualne w PRL-u" Krzysztof Tomasik. Wydawnictwo Krytyki Politycznej.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...