Grzegorz Schetyna, wystawiając Rafała Trzaskowskiego w wyborach na prezydenta Warszawy, sprawił, że Ryszard Petru poczuł się wykiwany.
Grzegorz Schetyna, wystawiając Rafała Trzaskowskiego w wyborach na prezydenta Warszawy, sprawił, że Ryszard Petru poczuł się wykiwany. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

"Newsweek" informuje o tym, w jaki sposób niespodziewanie wysunięta kandydatura Rafała Trzaskowskiego na prezydenta Warszawy pogrzebała szanse na porozumienie opozycji. Ryszard Petru miał poczuć się wykiwany przez lidera Platformy Obywatelskiej. Teraz próbuje tworzyć własny blok wyborczy, już bez PO.

REKLAMA
Ryszard Petru dzień przed Wszystkimi Świętymi odebrał telefon od Andrzeja Halickiego z Platformy Obywatelskiej. Ten powiedział mu, że Schetyna nie podpisze deklaracji w sprawie wspólnego startu w wyborach samorządowych. Co było tego powodem? Rafał Trzaskowski miał wiercić dziurę w brzuchu liderowi PO, by ten oficjalnie ogłosił go kandydatem na prezydenta Warszawy. Argumentował to tym, że ma związane ręce i nie może odpowiadać na ataki. Wreszcie Schetyna się zgodził – podaje tygodnik "Newsweek".
Ryszard Petru miał zostać zaskoczony nieprzyjemną niespodzianką ze strony PO. Jak pisze "Newsweek", lider Nowoczesnej znów miał poczucie, że dał się wykiwać. – Trzeba było iść na chama. Nie oglądać się, wieszać billboardy, robić swoją kampanię – miał powiedzieć współpracownikom według relacji tygodnika.
Ruch Grzegorza Schetyny miał zniszczyć szanse na porozumienie pomiędzy Platformą Obywatelską a Nowoczesną. Raczej nie ma szans na wspólne listy w wyborach. – Widzę, Andrzej, że idziecie w konkurs piękności. W takim razie my też zaczniemy zgłaszać swoich kandydatów – miał powiedzieć Petru podczas spotkania w sejmowym gabinecie Nowoczesnej do Halickiego. Obecni na spotkaniu politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego zdecydowali, że PSL pójdzie do wyborów samodzielnie.
SLD wspólnych list chce, ale tylko pod warunkiem, że PO dogada się z Nowoczesną. – Co poszło nie tak? – pytał dziennikarz "Newsweeka" Włodzimierza Czarzastego z SLD, także obecnego na spotkaniu. – Do takich rozmów trzeba cierpliwości, a niektórzy zachowują się jak młody kelner. Zanim doniosą, wszystko porozlewają – odpowiedział bez ogródek Czarzasty.
Zdaniem polityków Platformy Obywatelskiej sytuacja przedstawia się z perspektywy PO inaczej, ponieważ politycy Nowoczesnej mieli pouczać PO, co wypada w Warszawie, a co nie, mimo że ich kandydat Paweł Rabiej ma w sondażach 4 proc. poparcia, a Rafał Trzaskowski – 35 proc. Niedźwiedź długo znosił pokrzykiwania myszki, ale w końcu nie wytrzymał i uderzył łapą w stół, wynika ze słów posła PO. Polityk próbuje jednak robić dobrą minę do złej gry, mówiąc, że szansa na wspólne listy wciąż istnieje, z tym, że jego zdaniem PO walczy o zwycięstwo, a Nowoczesna jedynie o przetrwanie.
Teraz Nowoczesna ma nie oglądać się na Platformę, tylko próbować stworzyć szeroki opozycyjny blok bez udziału największej partii opozycyjnej. – Skoro Schetyna idzie z nami na zwarcie, to i Ryś musi pokazać, że ma jaja. Ma nie oglądać się na Platformę i zbudować szeroki blok. Nowoczesna plus Sojusz Lewicy Demokratycznej, KOD, Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej, Unia Europejskich Demokratów, Zieloni – cytuje "Newsweek" polityka Nowoczesnej.
Ceną za powstanie szerokiej koalicji ma być wycofanie kandydatury Pawła Rabieja i zgłoszenie nowego koalicyjnego kandydata na prezydenta Warszawy. Takie informacje przekazuje "Newsweekowi" doradca Ryszarda Petru. W grę wchodzą trzy osoby: Ryszard Kalisz, Barbara Nowacka i Kamila Gasiuk-Pihowicz. Ta ostatnia ma mieć najmniejsze szanse. Wątpliwości dotyczące Kalisza i Nowackiej dotyczą natomiast tego, że nie jest pewne, czy w ogóle zdecydują się na start na prezydenta Warszawy.
źródło: "Newsweek"