
Żart? Ignorancja? Stoicyzm? Można tylko zgadywać. Podczas, gdy nad Czelabińskiem w Rosji wisi radioaktywna chmura, główny onkolog regionu "uspokaja" mieszkańców, którzy nie zostali ewakuowani po awarii instalacji atomowej. Radzi ludziom ze skażonych obszarów, którzy martwią się o swoje zdrowie, by "siedzieli w domu, oglądali piłkę nożną i pili piwo".
REKLAMA
Informacje o skażeniu były przez kilka tygodni trzymane w tajemnicy przez rosyjskie władze. Jean-Marc Peres, szef zajmującej się bezpieczeństwem jądrowym francuskiej agencji IRSN w rozmowie z agencją Reuters oznajmił, że ustalenia jego ludzi wskazują na to, iż pod koniec września w Rosji lub Kazachstanie doszło do poważnej awarii w miejscu, gdzie technologia jądrowa jest wykorzystywana do wytwarzania paliwa lub zastosowań medycznych. Zdaniem naukowca, gdyby do takiego zdarzenia doszło nad Sekwaną, konieczne byłoby zarządzenie ewakuacji ludzi znajdujących się w promieniu kilku kilometrów od uszkodzonej instalacji.
Jednak w Rosji nikt nie został ewakuowany, choć zanieczyszczenie izotopem ruten 106 w niektórych miejscach przekraczało dopuszczalną normę blisko 1 000 razy. Teraz mieszkańcy Czelabińska, którzy są w epicentrum skażenia, martwią się, jak radioaktywna chmura wpłynie na ich zdrowie. Jednak zdaniem głównego onkologa nie ma czym przejmować, a ci, którzy się martwią, mogą "siedzieć w domu, oglądać piłkę nożną i pić piwo". Problem polega jednak na tym, że do skażenia doszło pod koniec września, więc nieświadomi ludzie wystawiali się przez kilka tygodni na oddziaływanie radioaktywnej substancji.
Według Raszida Alijewa, eskperta Greenpeace ds. promieniowanie, dla mieszkańców Uralu jest już za późno na ucieczkę. Pierwsze objawy napromieniowania powinny się ujawnić u ludzi ze skażonych obszarów za około 6 miesięcy.
źródło: rmf24.pl