
Wyjmij z kosmetyczki krem, który stosujesz na co dzień. Delikatnie rozprowadź po twarzy. Poczekaj chwilę, aż się wchłonie. A teraz dokładnie opisz jego działanie. Skóra jest nawilżona? Jędrniejsza? Wyraźnie wygładzona? Możliwe. A teraz spróbuj nie cytować producenta, tylko opisać własne wrażenia i przy okazji zastanowić się, dlaczego stosujesz właśnie ten kosmetyk i jaki wpływ na jego zakup miało umieszczone na pudełku logo.
To podstawa. Zawsze go czytam. Z zasady nie kupuję marek luksusowych, bo uważam, że tu płaci się głównie za opakowanie i logo. Oczywiście, że cudownie jest testować krem za 1500 zł, ale w życiu sama nie kupiłabym takiego produktu. W tej kwestii wyedukowała mnie koleżanka, która prowadzi badania składów kosmetyków. Dzięki niej wiem, że większość produkowanych masowo kremów bazuje, w gruncie rzeczy, na tych samych składnikach.
W kwestii kremów moje przyzwyczajenia ostatnio trochę się zmieniły. Jeszcze dwa-trzy lata temu nie wyobrażałam sobie kremu innego niż jeden z tych drogich, markowych, z wyższej półki. Jakiś czas temu dostałam próbkę kremu aptecznego jednej z popularnych marek. Kosmetyczka przekonywała mnie, że ma mało sztucznych składników i jest bardzo dobry, co okazało się prawdą. Wtedy zaczęłam stosować kosmetyki apteczne i już wiem, że nie muszę dać za krem 400-500 zł. żeby otrzymać świetny efekt.
Na fali moich poszukiwań idealnych kosmetyków przerobiłam zarówno te luksusowe, jak i popularne. Mam cerę trądzikową, skłonną do przebarwień, do przetłuszczania, więc próbowałam chyba wszystkiego (śmiech). Okazało się, że najlepiej służą mi dermokosmetyki. Dzisiaj wybieram więc kremy apteczne, a do tego chodzę do tych aptek, o których wiem, że tamtejszy farmaceuta będzie mi w stanie dobrze doradzić.
Wiedziałam, że trzeba go trzymać w lodówce, że ma krótką datę ważności - to mnie zainteresowało i dało nadzieję, że być może ten krem będzie dla mnie odpowiedni. Oczywiście, podeszłam do niego z pewną rezerwą - tak jak do wszystkich nowych kosmetyków.
Krem o niespotykanej ilości substancji aktywnych. Opóźnia proces starzenia się skóry. Substancje aktywne (zawarte m.in. w olejku różanym) wnikają przez warstwę naskórka do skóry właściwej. Zapewnia to prawidłowe odżywienie tkanek i wydalanie toksyn. Dzięki zawartości oleju różanego działa uelastyczniająco i antyoksydacyjnie.
Cechą charakterystyczną oleju z róży jest niezwykle wysoka zawartość witaminy C! Jest ona silnym antyoksydantem, co w praktyce oznacza, że neutralizując wolne rodniki zapobiega powstawaniu zmarszczek. Witamina C wyrównuje koloryt skóry, rozjaśnia ją i redukuje przebarwienia. Gdy przeniknie do głębszych warstw skóry stymuluje syntezę kolagenu -rusztowania skóry - wpływając korzystnie na jej jędrność i elastyczność.
Skóra staje się mocniejsza i pełna blasku. Krem chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Zawiera naturalny filtr UV.
Podejrzewam ten krem o naturalne składniki, bo ma krótką datę ważności. Poza tym, w jego zapachu nie ma sztucznych nut: czułam zioła – nawet nie kwiaty, czy wanilię, ale właśnie zioła. Zwróciłam też uwagę na kolor, bo kremy zazwyczaj są białe czy przezroczyste, a ten -lekko żółtawy. Słoiczek jest niewielki, ale to dobrze, bo krem jest bardzo wydajny. Wystarczy niewielka ilość, aby rozprowadzić go na całej twarzy.
Krem szybko się wchłania i pozostawia na skórze miłą poświatę. Dawał poczucie lekkości na twarzy i bardzo dobrze nawilżał – mogę powiedzieć, że skóra go wręcz „piła”. Zdecydowanie nie był ściągający, nie miałam po nim zaczerwienień....
Ja właściwie jestem osobą nie-kremową. Jestem osobą po 40-stce, ale mam dobrą cerę. Nie mam wygórowanych wymagań: krem musi mieć dobry skład, pozbawiony parabenów, piękny zapach i nie „zostawać” na twarzy, tylko dobrze się wchłaniać. Tyle.
Zapach. Nie lubię kremów pachnących, ale ten zapach jest bardzo subtelny. Jako osoba, która z góry odrzuca kremy pachnące, mogę powiedzieć, że ten jest ładny. Wydaje mi się, że to jest jakaś owocowa nuta - mango? Może brzoskwinia, albo morela? Mogłam się zasugerować kolorem. Bardzo odpowiada mi konsystencja - przypomina mus. Dzięki temu krem jest bardzo lekki. Kiedy nakłada się go na twarz, to cera momentalnie robi się gładka.
Mam problem ze strefą “T”, która niestety się świeci. Mam wrażenie, że po zastosowaniu tego kremu sebum wydziela się trochę mniej intensywnie. Z kolei w miejscach bardziej suchych, na policzkach, skóra jest fajnie nawilżona.
Krem ma fajną konsystencję. Bardzo ładnie pachnie - coś jakby mango. kolor też ładny, żółciutki. Generalnie bardzo dobrze się sprawuje.
Krem szybko się wchłania. Nie zasycha na twarzy. Po zastosowaniu niektórych kremów można mieć wrażenie, że tworzą gipsową maskę – trzeba trochę poruszać twarzą, żeby się jakoś tam względnie wchłoną (śmiech). A ten wchłania się bardzo szybko, nie zostawia maski. Skóra jest bardzo gładka, mniej się „tłuści”.
Artykuł powstał we współpracy z Fridge.
