Po tej akcji gaśniczej pod Jelenią Górą strażacy musieli otrzymać pomoc psychologiczną. Zginęła trójka dzieci

Strażacy w swojej pracy stykają się z ludzkimi tragediami. Czasem i oni potrzebują pomocy.
Strażacy w swojej pracy stykają się z ludzkimi tragediami. Czasem i oni potrzebują pomocy. Fot. Piotr Ulanowski / Agencja Gazeta
Miały cztery, siedem i osiem lat, trójka rodzeństwa zginęło w pożarze budynku niedaleko Jeleniej Góry. Były pod opieką dziadka. Spał w pokoju obok. Mamy dzieci nie było na miejscy. Dzieci usiłowały wydostać się z płonącego pomieszczenia.


Ten widok zostanie w nich do końca życia. Strażakom i policjantom, którzy byli na miejscu tragedii zapewniono pomoc psychologiczną.

Ok. 2.24 zostali powiadomieni o pożarze kamienicy w Piechowicach. Ogień był na tyle silny, że walczyło z nim pięć jednostek. Strażacy ewakuowali 14 osób. Po chwili pojawiła się 27-letnia kobieta, która powiadomiła, że w środku są jeszcze dzieci.
Z powodu temperatury strażacy nie mogli wejść do środka. Po opanowaniu pożaru w mieszkaniu odnaleziono ciała trójki rodzeństwa. Usiłowały wydostać się z pomieszczenia, ale niestety nie udało się im. Natomiast uratował się 62-letni dziadek, pod którego opieką przebywały dzieci. Spał w pokoju obok. Jak ustaliły lokalne media w mieszkaniu nie było prądu. Rodzina używała świeczek.
Żródło: Gazeta Wrocławska
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
Zaskoczenie po klęsce Szydło. [b]Kaczyński o tym, że Merkel zadzwoniła z przeprosinami[/b]
O TYM SIĘ MÓWI

Zaskoczenie po klęsce Szydło. Kaczyński o tym, że Merkel zadzwoniła z przeprosinami

"Ludzie homoseksualni w przemowach pracowników Pańskiej organizacji są odczłowieczani, dehumanizowani, pozbawiani twarzy i uczuć. Przypisywane są nam nie tylko zbrodnicze intencje, również naszemu życiu odbierana jest jego pełnowartościowość i godność".

Oficjalnie: PSL podjęło ostateczną decyzję ws. wyborów. [b]Gorzkie słowa Kosiniaka-Kamysza[/b]
DZIEJE SIĘ

Oficjalnie: PSL podjęło ostateczną decyzję ws. wyborów. Gorzkie słowa Kosiniaka-Kamysza