
Noworoczny finał programu "Jaka to melodia" odbił się szerokim echem. Uczestniczka wybiegła z płaczem ze studia po tym, jak okazało się, że jej błyskawiczna odpowiedź na pytanie była błędna. Internauci twierdzą, że cała sytuacja była ustawiona, czemu dają wyraz w licznych komentarzach.
Co miało by o tym świadczyć? Późniejsze zachowanie kobiety. Podczas programu zdawała się być bardzo zawstydzona swoim zachowaniem, bo dość teatralnie ukryła twarz w dłoniach i po prostu uciekła. A jednak, jakby nigdy nic, zaprosiła do obejrzenia programu na swoim profilu na Instagramie. Na zdjęciu reklamującym program przybiera gwiazdorską pozę.
Internauci na ogół nie mają litości, pisząc "zaczynam myśleć, że to było specjalnie", "ale z was ameby, to było ustawione", "Hahaha 'gwiazda'". W podobnym tonie wypowiadają się też użytkownicy Wykopu pisząc "To wygląda jak zagranie pod publiczkę aby zrobić sobie popularność a nie foch czy płacz. Na siłę mruży oczy i coś bełkocze głupiego (chyba "Czemu ja z Piaseczna tak zawsze")". Występ zyskał na Wykopie prawie 4000 udostępnień, jeśli więc taka była strategia, okazał się on skuteczny.
Kinga Jurzec udzieliła bez wahania odpowiedzi na pytanie o tytułową piosenkę z debiutanckiego albumu Andrzeja Dąbrowskiego Roberta Janowskiego i to "po jednej nucie". Powiedziała, że to "Do zakochania jeden krok". Odpowiedź okazała się błędna. To było początkiem dramatu finalistki. Natychmiast wpadła w niekontrolowany płacz, ukryła twarz w dłoniach i wybiegła ze studia. Próbował ją zatrzymać prowadzący, ale bezskutecznie.