Czy zawodnicy Skry tak samo będą się cieszyć po marcowym Final Four ?
Czy zawodnicy Skry tak samo będą się cieszyć po marcowym Final Four ? fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta

To był świetny weekend dla fanów siatkówki w Bełchatowie. Skra po raz szósty wygrała Puchar Polski. W finale pokonała pewnie 3:0 Jastrzębskiego Węgiel. W dodatku na prośbę CEV Skra zorganizuje Final Four Ligi Mistrzów. Do całego turnieju jednak zawodnicy mogli przystępować w zupełnie innych nastrojach…

REKLAMA

Chcemy wygrać ten turniej - mówił na łamach plusligi.pl Mairusz Wlazły przed turniejem w Rzeszowie. - Przy takiej stawce wszystko się może zdarzyć, mamy przed sobą bardzo ciężkie zawody - studził gorące głowy siatkarzy, trener Nawrocki. Niepotrzebnie. Na rzeszowskiej hali

w finale bełchatowianie nie dali najmniejszych szans Jastrzębskiemu Węglowi. Większość nagród indywidualnych turnieju trafiła w ręce zawodników Jacka Nawrockiego.Od samego początku do końca spotkania Skra była zdecydowanie lepsza, wygrywając kolejno w setach do 16, 20 i 19 .Od 2004 roku tylko dwa razy Puchar zdobywała inna drużyna niż zespół z Bełchatowa. W 2008 roku AZS Częstochowa i dwa lata temu właśnie Jastrzębski.

Skra utrzymała pozycję lidera. Ich zwycięstwo nie podlegało dyskusji. Jednak wpływ na to miała też kontuzja Zbigniewa Bartmana - postawę zawodników Jastrzębskiego tłumaczył Włodzimierz Sadalski, prezes PZPS. Kontuzja Bartmana nie jest jednak tak poważna jak się wydawało. - Zbyszek doznał przeciążeniowego pęknięcia kości strzałkowej. Odpocznie dwa-trzy tygodnie i wróci do treningu - mówił dla gazeta.pl prezes Jastrzębskiego, Zdzisław Grodecki.

Wiele emocji, nie tylko tych sportowych wywołała tuż przed turniejem w Rzeszowie wyprawa prezesa Skry, Konrada Piechockiego na losowanie par Ligi Mistrzów do Luksemburga. Miła niespodzianka czekała prezesa na miejscu. Dowiedział się, że Skra zorganizuje na bardzo korzystnych warunkach Final Four w Łodzi. Spotkania rozegrane zostaną prawdopodobnie na łódzkiej Atlas Arenie.

Gdy wózek z napojami uderzył w jednego z pasażerów, na którego wylała się cała kawa, jakaś kobieta z tylnych rzędów wpadła w histerię i zaczęła krzyczeć. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.

Konrad Piechocki, prezes Skry na oficjalnej stronie zespołu

Zupełnie innych wrażeń dostarczył Piechockiemu powrót. Prezes wracał do Polski z przesiadką w Monachium. Podczas pierwszego lotu samolot wpadł w dziurę powietrzną i spadł z około 200 metrów. - Przez pewien czas na pokładzie była kompletna cisza - mówił- Sporo podczas naszych wyjazdów w Lidze Mistrzów latałem już samolotami, ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem - dodał prezes Skry na oficjalnej stronie zespołu.